niedziela, 20 sierpnia 2017

"Wehikuł czasu" Herberta George'a Wellsa

okładka, wehikuł czasu, herbert george wells, wolne lekturyAutor: Wells Herbert George
Przekład: Wermiński Feliks
Tytuł polski: Wehikuł Czasu
Tytuł oryginalny: The Time Machine
Wydawnictwo: Wolne Lektury
Wydanie polskie: 1985
Wydanie oryginalne: 1895
Liczba stron: 224
Moja ocena: 10/10

Moje postanowienie poznania klasyków ulubionych gatunków spełniam dość powoli i mozolnie, bo jedynie od czasu do czasu udaje mi się po nie sięgnąć. Przyznam też, że do niedawna nie miałam w ogóle pojęcia o istnieniu tej książki, nad czym w tej chwili strasznie ubolewam. Dowiedziałam się o niej z serialu, którego główną postacią jest sam autor Wehikułu Czasu, Herbert George Wells, w skrócie H.G.. Bardzo się wciągnęłam, ale niestety stacja postanowiła go anulować. Wyemitowano jedynie pięć odcinków pierwszego sezonu, a mi na pocieszenie pozostało zapoznanie się z dorobkiem literackim jednego z pionierów fantastyki naukowej.

Nieznany z imienia i nazwiska Podróżnik w Czasie opowiada przyjaciełom o swoich badaniach na temat czasu oraz przestrzeżeni. Wydaje się jakoby wynalazł sposób na podróże w czasie, jednak mimo tego, że swój wywód kończy demonstracją, wszyscy nadal uważają go za majaki. Niebawem mężczyzna spóźnia się na swój własny obiad. Przybywa na niego w opłakanym stanie z niesamowitą opowieścią o odwiedzinach w świecie przyszłości, gdzie historia zatoczyła koło.

Nie wiem czy w ogóle powinnam brać się za recenzowanie tej książki, ponieważ ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć poza tym, że naprawdę zasłużyła na miano klasyka, wielkiego dzieła literackiego i na ekranizację, którą otrzymała i którą na pewno obejrzę. I paradoksalnie nie jest to historia stworzona z nie wiadomo jakim rozmachem oraz nie wiadomo, jak bardzo skomplikowana. Wells postawił wręcz na minimalizm. Podróżnik w Czasie urodził się w epoce jemu współczesnej. Bardzo mocno skupił się na filozoficznych rozmyśleniach głównego bohatera na temat struktury świata przyszłości oraz początkowo na naukowym wyjaśnieniu pojęcia czasu, które do mnie przemawia. Bardzo sprytnie obmyślił sobie wizję miejsce, do którego przybył i w bardzo szczegółowych sposób je opisał.

W roku 802 701 ludzie podzielili się jakoby na dwa oddzielne gatunki. Gnuśnych, przyzwyczajonych do wygody i beztroski, a przez to bezbronnych, Elojów oraz zepchniętych do podziemi, zdziczałych służących, Morloków. Na początku świat ten wydaje się Podróżnikowi niezwykle fascynujący oraz piękny, dlatego z ogromnym uporem brnie w jego zawiłość. Jednak im głębiej się w nim zanurza tym coraz bardziej jest przerażony. Jest to smutna wizja rzeczywistości, w której ludzie po raz kolejny przestali być sobie równi, a arystokracja popadła w marazm. Niestety również bardzo rzeczywista i prawdopodobna. W dalszym ciągu swojej wędrówki główny bohater zapuszcza się jeszcze dalej w przyszłość, abyśmy poznali jak autor wyobraża sobie koniec istnienia naszej planety. Tym wątkiem jestem szczególnie zachwycona i zdumiona.

Sam Podróżnik w Czasie jest rasowym uczonym z dziewiętnastowiecznego Londynu, którego upór w badaniach zakrawa wręcz z manią. Niemniej bardzo trudno nie zapałać sympatią do tego upartego, ciekawskiego, dokładnego i momentami niezbyt taktownego mężczyzny oraz ubolewać nad tym, że nikt nie chce mu uwierzyć w jego fascynującą historię. Myślę, ze zawsze będę wspominać go z rozrzewnieniem, ponieważ dostarczył mi wiele radości i tematów do rozmyśleń.

Bardzo cieszę się, ze poznałam kolejną książkę, która zasługuje na miano ponadczasowego arcydzieła i jest klasykiem jednego z moich ulubionych gatunków. Chwilę spędzone z Wehikułem Czasu były nie tylko przyjemne, ale również pożyteczne. Wizja przyszłości według Wells jest niezwykle interesujące oraz pouczająca. Autor opisał ją w niezwykle dogłębny sposób, jednocześnie dość przystępnym językiem. Dodatkowo udało mu się kompletnie mnie zaskoczyć samym zakończeniem. Bardzo gorąco i serdecznie polecam wam zapoznanie się z jego utworem, a sama na pewno sięgnę po inne.


piątek, 18 sierpnia 2017

"Summoner. Początek" Tarana Matharu

okładka, summoner, zaklinacz, początek, taran matharuAutor: Matharu Taran
Przekład: Komerski Grzegorz
Tytuł polski: Summoner. Początek
Tytuł oryginalny: Summoner. The Novice
Seria: Summoner #1
Wydawnictwo: Jaguar
Wydanie polskie: 2015
Wydanie oryginalne: 2014
Liczba stron: 420
Moja ocena: 5/10

Pierwsze, niecałe dwa miesiące nowego roku kalendarzowego obfitowały w same genialne lektury, które pochłaniałam jedna za drugą. Niestety w końcu musiałam trafić na książkę, która może nie kompletnie, ale bardzo mocno zawiodła moja oczekiwania względem niej. Pewnie były nieco wygórowane ze względu na porównanie do moich ukochanych Zwiadowców, ale mimo wszystko Summoner. Początek do pięt im nie dorasta, a Taran Matharu nie jest kolejnym objawieniem fantastyki młodzieżowej.

Piętnastoletni Fletcher jest sierotą wychowaną przez miejscowego kowala, który odnalazł go jako nagie niemowlę w śniegach niedaleko bram wioski. Skóry leżą wysoko w górach, odcięte od świata i niewiele wiadomości ze stolicy dociera do nich. Jednak pewnego targowego dnia pojawia się tam weteran, który z braku lepszego zarobku, sprzedaje swoje pamiątki z wojny przeciwko orkom. W ramach podziękowania za przysługę chłopiec otrzymuje od niego księgę, która należała kiedyś do maga bojowego zajmującego się tajemniczymi badaniami. Za jej sprawą życie Fletchera zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.

Jedno Taranowi Matharu muszę przyznać na plus - żadnej z tych genialnych lektur, którymi rozpoczęłam ten okres, nie przeczytałam w tak ekspresowym tempie. Z drugiej jednak strony nie jest to podyktowane świetną zabawą, którą otrzymałam podczas lektury a faktem, że nie potrzebowałam zastanawiać się nad każdym zdaniem, a nieubłaganie brnęłam przez fabułę, w większości przypadków wiedząc co się zaraz wydarzy. Summoner. Początek to mieszanina wątków ze wszelkich możliwych, znanych już nam powieści fantastycznych na przykład serii o Harrym Potterze, Zwiadowcach a nawet znalazłoby się coś z Władcy Pierścienia. Nie ma w niej krzty oryginalności i czuć to od samego początku do samiutkiego końca, którego swoją drogą również się spodziewałam od mniej niż połowy książki.

Wbrew wszystkiemu bardzo polubiłam postać Fletchera oraz Berdona, kowala który go wychował. To chyba jedyni wartościowi bohaterowie w całej książce. Chłopak może jest nieco nieśmiały, niepewny siebie i niedokształcony, ale potrafi zaskoczyć wszystkich swoim sprytem, błyskotliwością, miłym usposobieniem, empatią oraz hartem ducha. Zaś jego opiekun jest surowy, ale robi to wszystko dla dobrego swojego wychowanka. Pełno w nim miłości do jedynego towarzysza i pomocnika przy pracach. Jak dla mnie było go zdecydowanie za mało w tej książce. Pozostali bohaterowie w żaden sposób nie wryli mi się w pamięć, ponieważ autor zrobił z nich typowych przedstawicieli grona, w którym się obracają - zadufana w sobie szlachta oraz naiwny względem nich plebs. Nawet niezwykle zachwalany i reklamowy demon Ignatius jakoś specjalnie nie podbił mojego serca, choć wywoływał salwy śmiechu. Niestety tylko czasami.

Debiutancką powieść Tarana Matharu czyta się całkiem przyjemnie i szybko, a główny bohater potrafi podbić nawet zatwardziałe serca, ale niestety na tym jej plusy się kończą. Jest okropnie schematyczna oraz wyraźnie da się w niej wyczuć nawiązania do innych dzieł literatury fantastycznej, niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu. Poza tym postacie drugoplanowe są nijakie i płaskie. Doceniam jednak starania autora o jak najlepsze przygotowanie świata przedstawionego. Decyzje o sięgnięciu po Summoner. Początek pozostawiam jednak w waszych rękach, ponieważ nie wiem, czy bardziej ją odradzać, czy jednak polecać. Zapewne, gdybym przeczytała ją jakieś dwa lata wcześniej to byłabym totalnie zakochana.

środa, 16 sierpnia 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Zaklinacz Ognia" Cindy Williams Chimy

Autor: Chima Cinda Williams
Przekład: Dziewońska Dorota
Tytuł polski: Zaklinacz Ognia
Tytuł oryginalny: Flamecaster
Seria: Starcie Królestw #1
Wydawnictwo: Moondrive 
Wydanie polskie: 2017
Wydanie oryginalne: 2016
Liczba stron: 475
Moja ocena: 6/10

Nigdy wcześnie nie czytałam żadnej książki Cindy Williams Chimy, ale ostrzyłam sobie na nie pazurki, ponieważ moja przyjaciółka je uwielbia. Myślałam, że zacznę od czegoś zupełnie innego, jednak wpadła mi okazja przeczytania jej nowej powieści, z której nie omieszkałam, nie skorzystać. Już w trakcie czytania trafiałam na w większości niezbyt entuzjastyczne opinie, jednak w przeciwieństwie do innych blogerów, mi całkiem się podobała i na pewno sięgnę po kolejne tomy.

Dzieciństwo Adriana zostaje brutalnie przerwane przez ogromną stratę - tragiczna śmierć ojca i starszej siostry. Z tego powodu musi dorosnąć w przyspieszonym tempie. Ucieka do Oden's Ford, gdzie będzie mógł dalej szkolić się jako uzdrowiciel pod zmienionym nazwiskiem, a w trakcie wakacji wprowadzać w życie plan swojej zemsty na wrogim władcy. Tymczasem w górniczej wiosce, młoda Jenna po przykrym incydencie z udziałem króla i jej przyjaciół musi ukrywać się przed monarchą. Wstępuje do ruchu oporu. Niestety przeszłość, która związana jest z tajemniczym znamieniem na karku, upomina się o nią. To wszystko na tle długiej wojny pomiędzy Fellsmarchem oraz Ardenem.

Zaklinacz Ognia jest bardziej wstępem do większej całości, co zrozumiałam dopiero po zakończeniu czytania i poznaniu tożsamości tytułowego bohatera. To może być powodem tego, że akcja nie jest zbyt szybka, ale dzięki temu udało mi się w dokładny sposób poznać prawa, obyczaje oraz magię rządzące tym światem. Autorka zestawiła ze sobą narody, a przede wszystkim władców, o totalnie kontrastujących poglądach, dlatego ten tereny po prostu muszą być w ciągłym stanie wojny. Fellsmarch dla Ardeńczyków to miejsce pogańskich i demonicznych kultów, które należy za wszelką cenę wyplenić i starają się to postanowienie spełniać, jednak opór jest równie silny. Niestety wojna niszczy przede wszystkim życie pojedynczych mieszkańców jak Adrian i Jenna, bez względu na to z jakiego szczebla drabiny społecznej są.

Chłopak jest księciem, który od najmłodszych lat wie, co chce w życiu robić i cały czas dąży do spełnienia swoich marzeń. Nie porzuca ich nawet dla żądzy zemsty, która nim targa. Wręcz przeciwnie, wykorzystuje swoją wiedzę i umiejętności, aby ją spełnić. Bez mrugnięcia okiem potrafi zrezygnować z wygodnego życia, aby zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie. Nie narzeka na ciężką pracę, a wręcz szuka w niej sposobu na odstresowanie. Z kolei Jenna jest córką karczmarza, która potrafi wiele zrobić dla innych, nawet oddać własne życie. Bardzo kocha swoich rodziców. Jest świetną aktorką i ma nam do zaoferowania ciekawą zagadkę. Poza nimi bardzo polubiłam również Lilę - sarkastyczną i zaradną dziewuszkę w szeregach ardeńskich szpiegów czy ich przywódcę Destina, marzącego o uznaniu dla niego w oczach ojca. Przeraziła mnie postawa króla, generała czy przedstawicieli ardeńskiego kościoła wobec magii. A no i oczywiście cudowna królowa Marina!

Największymi minusami okazały się nieco niewykorzystany smoczy wątek. Czułam się jakby prawie go nie było, ale że pojawił się na końcu to liczę na porządne rozwinięcie w kolejnych tomach. Zwłaszcza, że był całkiem uroczy. Poza tym wątek miłosny był mocno naciągany, czyli miłość od pierwszego wejrzenia. Bohaterowie za szybko się na siebie rzucili i za szybko przyrzekli sobie wierność.

Pierwszy tom serii Starcia Królestw to świetny wstęp do większej całości. Zostają nam przedstawieni ciekawi bohaterowie oraz kontrastujące ze sobą obyczaje dwóch państw pogrążonych w wojnie. Akcja może nie była zapierająca dech w piersiach, ale czytało się szybko i przyjemnie, choć nie obyło się bez drobnych potknięć. Zaciekawionym lekturą oraz wielbicielom lekkiej, młodzieżowej fantastyki serdecznie polecam lekturę Zaklinacza Ognia. :)

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive

"Pościg" Johna Flanagana

okładka, pościg, drużyna, john flanaganAutor: Flanagan John
Przekład: Byczek Zuzanna
Tytuł polski: Pościg
Tytuł oryginalny: Brotherband. The Hunters
Seria: Drużyna #3
Wydawnictwo: Jaguar
Wydanie polskie: 2011
Wydanie oryginalne: 2013
Liczba stron: 408
Moja ocena: 7/10

Twórczość Johna Flanagana towarzyszy mi już od kilku dobrych lat i nie wyobrażam sobie, żeby nagle miała zniknąć. Choć początkowo moje uczucia były raczej mieszane i niezbyt chętnie wzięłam pierwszy tom przygód Willa z bibliotecznej półki, a teraz jest to jedna z najwspanialszych serii w moim życiu. Aktualnie czytam ją po raz drugi, ale również kontynuuje poznawanie historii, jaką Australijczyk przedstawił w swoim drugim cyklu książek. Do Zwiadowców nie ma co jej porównywać, ale również dostarcza mi niemało rozrywki.

Po uratowaniu oblężonego przez piratów Limmat, Hal wraz z grupką swoich przyjaciół podąża w dalszą pogoń za "Krukiem", aby odzyskać największy skarb Skandii, Andomal. Czeka ich mordercza i niebezpieczna przeprawa przez kraj korsarzy, gdzie na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Jednak młodzi Skandianie są zdeterminowani, aby oczyścić dobre imię swojej drużyny. 

Jak zawsze początkowo miałam problem z wgryzieniem się w fabułę, ale mogę zrzucić to na dość ciężki styl autora oraz fakt, że nie zapamiętałam zbyt wielu faktów z poprzedniej części. John Flanagan zawsze stara się dokładnie opisać swoich bohaterów, ich historię oraz sceny pojedynków czy wszystkie inne przepełnione akcją momenty, przy czym często używa fachowych określeń. Na szczęście wystarczy najwyżej sto stron, aby przypomnieć sobie, jak wspaniałe i wciągające przygody nam serwuje. W przypadku drużyny "Czapli" jest to raczej żegluga po morzach, czy nawet rzekach, oraz zapierające dech w piersiach pojedynki na śmierć i życie. W tym tomie czeka ich ostatnia prosta w pogoni za okrętem Zavaca, który skradł Andomal podczas ich warty, a tym samym w udowodnieniu swojej wartości w oczach całej Skandii. Nie jest to jednak tak proste, jak się wydaje. Za każdym rogiem czyha coś, co spowalnia ich pogoń, ale nie zraża do jej kontynuowania.

Główny trzon historii stanowi grupka młodych chłopaków, którzy zostali odrzuceni przez społeczeństwo ze względu na swoje wady. Hal jest pół Aralueńczykiem, pół Skandianiem i krzepę odziedziczył raczej po matce, a poza tym przed laty podczas łupieszczej wyprawy stracił ojca. Ingvar mógłby spokojnie rywalizować z najlepszymi, ale ma bardzo słaby wzrok. Jasper z kolei para się złodziejstwem i tak dalej. Dołącza się do nich stary przyjaciel ojca Hala, Thorn, który stracił rękę, a w samym Limmat, Lydia, która chce zostawić przeszłość za sobą. Wszyscy są młodzi, niedoświadczeni oraz często niepewni, ale również bardzo inteligentni, sprytni i uparcie pozostają przy swoim celu. Stanowią świetny przykład postępowania dla młodych ludzi.

Trzeci tom przygód Hala wypełniała równie niesamowita przygoda, jak wszystkie pozostałe powieści od Johna Flanagana. W niczym nie ustępuje ona swoim poprzedniczkom w tej serii. Jest równie dobra i jednym jej minusem (a właściwie całej twórczości Flanagana) jest fakt, że często trudno się w nią wgryźć. Spodoba się raczej zagorzałym miłośnikom przygodówek, morskiej żeglugi oraz samego autora, niż fanom współczesnej literatury młodzieżowej.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

"Poszukiwaczka" Arwen Elys Dayton

Autor: Dayton Arwen Elys
Przekład: Ulatowski Bartłomiej
Tytuł polski: Poszukiwaczka
Tytuł oryginalny: Seeker
Seria: Poszukiwaczka #1
Wydawnictwo: Uroboros
Wydanie polskie: 2015
Wydanie oryginalne: 2015
Liczba stron: 475
Moja ocena: 6/10

Już teraz mogę powiedzieć, że sierpień idzie mi zdecydowanie lepiej niż poprzedni miesiąc, ponieważ nie tylko czytam więcej, ale również i ciekawiej. Oceny może jakoś znacznie się nie różnią, jednak w rzeczywistości już teraz jestem bardziej zadowolona z jakości książek. Choć zapewne różnorodność nie będzie zbyt wielka, ponieważ czytam głównie fantastykę, ale co poradzić. Widocznie to jest mój gatunek i jego powinnam się trzymać jak najczęściej. Poszukiwaczkę chciałam przeczytać od dawna pomimo, że niezbyt wiele o niej wiedziałam. Teraz uważam, że jest to całkiem dobra historia z typowymi wadami.

Quin Kincaid od najmłodszych lat była szkolona, aby zostać Poszukiwaczką. Jednak po złożeniu przysięgi okazuje się, że została oszukana i wszystkie piękne opowieści o szlachetnych czynach tej grupy, są już reliktem przeszłości. Jest zmuszona do zabijania niewinnych dla niecnych celów jej ojca. W pewnym momencie musi jednak wziąć sprawy w swoje ręce i uratować świat oraz dobre imię swoich przodków.

Poszukiwaczka to przede wszystkim świetna powieść młodzieżowa, która może przemówić do czytelników, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z fantastyką. Jest nieco zaskakująca i pełna zwrotów akcji. Sama nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Autorce udało się wielokrotnie wprowadzić mnie w zdumienie czynami i wyborami bohaterów, choć nie obyło się bez momentów, które przewidziałam. Przede wszystkim jednak cała historia opiera się dobrze znanym motywie nastolatki, na której barkach spoczywa dobro całej ludzkości i nie obyło się również bez trójkąta miłosnego. Na szczęście dość nietypowego oraz całkiem dobrze poprowadzonego - był on raczej tłem dla głównych wydarzeń, nie przyćmiewał ich.

Jestem bardzo usatysfakcjonowana z kreacji świata przedstawionego. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, bardziej w klimatach średniowiecza. Tymczasem cała historia dzieje się w czasach nam współczesnych, które nie są obce również dla samych bohaterów, choć żyją oni bardziej na uboczu cywilizacji i posiadają dość ciekawą, nieznaną ludzkości technologię. Poza tym cel, który przyświeca powołaniu Poszukiwaczy jest niezwykle ciekawy i daje do myślenia. Nie będę wam go zdradzać, ponieważ jest jednocześnie łatwy do odgadnięcia, ale intrygująco skonstruowany. Właśnie wokół niego i pewnego artefaktu kręci się cała oś fabularna. Jeśli poczujecie się skonsternowani, że niby wiecie o co chodzi z tymi całymi Poszukiwaczami, ale jednak nie do końca, to nie porzucajcie lektury, bo to uczucie towarzyszyły mi przez większość historii.

Zaś bohaterami jestem lekko rozczarowana, ponieważ wszyscy byli raczej dobrze albo źli. Albo chcieli nieść dobro, postępując źle albo przeszkodzić tym pierwszym w ich postępowaniu. Quin była bardzo dynamiczną postacią - najpierw marionetką w rękach ojca, potem uciekała przed tym wszystkim w życie normalnego człowieka, a na koniec stała się bardzo odważną, młodą kobietą. Do tych, które całkiem polubiłam należał jeszcze Shinobu, który również nie pochwalał tego, co dzieje się z obecnymi Poszukiwaczami, jednak był również tchórzliwy i źle pokierował swoim życiem. Ciekawa okazała się także Młoda Sędzia, która po wielu latach chowania się w cieniu apodyktycznego Średniego w końcu zebrała się na odwagę, aby odmienić swój los. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnych tomach zostanie rozwinięta postać Starszego, ponieważ niesamowicie mnie zaciekawił. Z tych najbardziej przeze mnie nielubianych mogłabym wymienić przede wszystkim ojca Quin, Briaca, który ewidentnie miał problemy natury psychologicznej oraz Johna, który z kolei ślepo kierował się swoimi własnymi motywami zemsty i w żaden sposób nie dał sobie pewnych rzeczy przetłumaczyć.

Poszukiwaczka posiada tyle samo wad i zalet. Z jednej strony jest to typowa fantastyka dla młodzieży o walce dobra ze złem, która nie wystrzega się schematów, a z drugiej posiada ciekawie skonstruowany świat przedstawiony, który niejednokrotnie mnie zaskoczył. Bohaterowie są dobrze skonstruowani, interesujący i różnorodni, jednak żaden jakoś szczególnie nie podbił mojego serca - niektórych lubiłam, innych mniej, a niektórych w ogóle. Jeśli jesteście ciekawi tej książki to najlepiej przeczytajcie i zdecydujcie czy jesteś bardziej na tak czy na nie. Sama jestem lekko zmieszana, ale jednocześnie zaciekawiona dalszym ciągiem i na pewno po niego sięgnę.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

sobota, 12 sierpnia 2017

Bookhaul - lipiec 2017


W przeciwieństwie do poprzednich miesięcy, w lipcu przybyło dość mało nowych książek, ale też jakoś szczególnie dużo ich nie przeczytałam, więc nie ma nad czym rozpaczać (w końcu miejsce na półkach też nie bierze się znikąd). Połowę z nich udało mi się już przeczytać, a połowa czeka na tę możliwość.

Od lewej:

  • Poszukiwaczka, Arwen Elys Dayton, od Grupy Wydawniczej Foksal, którą ledwo przed chwilą skończyłam czytać i jest to raczej dobra młodzieżówka fantasy, którą polecam na odprężenie,
  • Festiwal Andrzeja Dziurawca, który niezbyt mi się podobał,
  • Gałęziste Artura Urbanowicza, od autora, za które niebawem będę się zabierać!,
  • Stukostrachy Stephena Kinga, które wyczaiłam w promocji za 9,99 w biedronce i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego ;),
Czytaliście którą z tych książek? Podzielicie się ze mną swoją opinią? Opowiedzcie mi też jakie pozycje trafiły do was w lipcu!

czwartek, 10 sierpnia 2017

English Matters nr. 65



W obecnej chwili kontakt z językiem angielskim jest dla mnie bardzo ważny. Już przez dwa miesiące nie miałam żadnych zajęć, używałam go sporadycznie i taki stan rzeczy utrzyma się przez kolejna dwa. Nie chciałabym jednak skazać się na zaniedbanie, a tym samym zapomnienie tego języka, ponieważ jego znajomość jest bardzo przydatna przy ścieżce zawodowej, którą obrałam. Właśnie dlatego jeszcze bardziej się cieszę, że zdecydowałam się na recenzowanie magazynów English Matters, choć nie do końca jestem zadowolona z tego numeru. Po raz kolejny wydawca postarał się o bardzo ciekawą, minimalistyczną okładkę, jednak niewiele w nim było artykułów, które by mnie zaciekawiły. Tekst o córce Donalda Trumpa był napisany w ciekawy sposób i przedstawiał niezwykle interesującą kobiecą postać. Połączenie pracy z wakacjami był ciekawy sam w sobie, jednak to typowy artykuł, w którym przedstawiono wady i zalety tego rozwiązania. Brytyjskie śniadania na początku mnie zainteresowały, jednak szybko się znudziłam. Ogółem najlepszym artykułem był ten nawiązujący do okładki, w którym dokładnie wyjaśniono zawiłości przy używaniu liczebników, ułamków, miar czy określeń typu "a little bit" czy "a lot of". Kolejnym świetnym rozwiązaniem było napisanie tekstu o tym, kiedy używać "make", a kiedy "do". Dalej można się również dowiedzieć, gdzie najlepiej spędzić wakacje, żeby jednocześnie odpocząć i poimprezować w tym samym czasie. Oczywiście można przeczytać jeszcze kilka innych tekstów, o serialu na podstawie książek Charleine Harris, ale opowiedziałam o tych, które zainteresowały mnie najbardziej. Całe wydanie oceniłabym, jako dobre, jednak nie pochłonęło mnie jakoś bardzo.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Colorful Media

wtorek, 8 sierpnia 2017

Klasyki, które planuję przeczytać

Na pewno pamiętacie moje postanowienie czytania klasyków literatury należących do gatunków, które uwielbiam. Może nie idzie mi jakoś super, ale powoli je realizuje. Od czasu do czasu, pod wpływem impulsu zdarza mi się sięgnąć po książkę z tej grupy i jeszcze ani razu się nie zawiodłam. W ten sposób poznałam pierwowzór kultowego Frankensteina czy pierwszą powieść H.G. Wellsa. Jednak chyba mój największy problem stanowi fakt, że wiele z tych książek mnie niesamowicie ciekawi i ciężko mi wybrać takie, które naprawdę pokocham całym sercem. Dzisiaj nie tylko chciałabym podzielić się z wami tymi, które najbardziej chcę przeczytać, ale również w pewien sposób poukładać sobie w głowie te sprawę i jednocześnie bardziej zmotywować do dynamiczniejszego realizowania tego założenia.


Księga Wszystkich Dokonań Sherlocka Holmesa

Jak już wspominałam w recenzji, jestem ogromną zwolenniczką serialu od BBC oraz filmu z Robertem Downey'em Jr., a teraz również i pierwszego tomu. Czytałam go już w zeszłym roku, a w tym zaopatrzyłam się w zbiorowe wydanie, dlatego mam nadzieję, że będzie to historia, którą przeczytam najszybciej ze wszystkich. Co prawda ostatnio nie dogaduję się z kryminałami, ale dla Sherlocka muszę zrobić wyjątek. ;)

Ziemiomorze

Czuję się z okropnie z faktem, że jako ogromna fanka literatury fantastycznej, nie zapoznałam się jeszcze z największymi klasykami tego gatunku. Co prawda tutaj początek historii również jest za mną i jestem nim zachwycona, ale nie mogę się zebrać w sobie, żeby kontynuować tę serię. Zwłaszcza, że drugi tom zaczęłam czytać, ale pomimo, że jest cieniutki to w pewnym momencie go porzuciłam, bo był nudny... Może tutaj także powinnam zaopatrzyć się w to piękne wydanie?

Silmarillion

Zaś przygodę z Tolkienem chciałabym zacząć od całkowitego początku uniwersum Władcy Pierścienia, żeby w dokładny sposób zrozumieć wszystkie niuanse i rządzące nim prawa. Spodziewam się dość ciężkiej i topornej lektury, ale mitologia tego świata pociąga mnie chyba najbardziej ze wszystkich powieści w tym świecie, ponieważ kocham te nasze. Strasznie nie mogę się doczekać, aż poznam te wszystkie historie.

Anna Karenina

Uwielbiam literaturę rosyjską, a moja miłość rozpoczęła się od innego klasyka, Zbrodni i Kary, dlatego jakoś szczególnie nie obawiam się języka tej powieści ani faktu, że jest to romans. Bardziej ciągnie mnie do poznania, poprzez tę książkę, historii i kultury rosyjskiej, która jest jedną z najciekawszych na świecie. Z drugiej strony też domyślam się, że sam wątek miłosny nie będzie tutaj najważniejszy.

Doktor Jekyll i Pan Hyde

Ta cieniutka książeczka będzie moim kolejnym klasykiem literatury grozy i wydaje mi się, że spodoba mi się równie mocno, co Frankenstein, ponieważ oprócz próby wystraszenia czytelnika będzie poruszał jakiś filozoficzny temat. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że autor przedstawi go w naprawdę bardzo ciekawy i przystępny sposób.

Lot nad kukułczym gniazdem

Niesamowicie kocham książki, które w genialny sposób przedstawiają rządy totalitarne i autorytarne, dlatego w kolejce do przeczytanie czeka już na mnie Nowy wspaniały świat. Kolejną taką perełką, na którą zamierza zapolować w najbliższym czasie jest przedstawianie szpitala psychiatrycznego jako państwa z tym ustrojem. Jestem niesamowicie ciekawa samego pomysłu i sposoby przedstawienia. Czuję, że to musi mi się spodobać.

Pachnidło. Historia pewnego mordercy

Nie jestem pewna, czy mogę powiedzieć o niej dużo. Na pewno jest to historia seryjnego mordercy, coś w rodzaju jego biografii, a ja bardzo lubię takie historię. Zawsze z wielkim zainteresowaniem czytam o tym, co siedzi w głowie wielkich zbrodniarzy. Poza tym historia ma miejsce w Francji i kręci się wokół zmysłu powonienia głównego bohatera, co mam nadzieję, nada książce niepowtarzalnego klimatu.

Zabić drozda

Od czasu przeczytania Zielonej Mili Stephena Kinga temat segregacji rasowej jest mi niesamowicie bliski, a więc chciałabym poznać więcej historii z nim związanych. Ta jest jedną z najgłośniejszych, najbardziej polecanych i najbardziej wychwalanych, a jednocześnie sama czuję, że musi być wartościowa. Już czuję hektolitry łez wylanych podczas lektury, więc przy kupowaniu jej, na pewno nie zapomnę o dodatkowej paczce chusteczek.

Dracula

Na koniec najlepszy kąsek, czyli opowieść o pierwszym w historii literatury wampirze, takim prawdziwym, śpiącym w trumpie, unikającym słońca i czując zew ludzkiej krwi. Znam jedynie tę współczesną wersję tych postaci i nie jest ona najciekawsza, więc chciałabym poznać pierwowzór i na skutek pewnej recenzji czuję, że pokocham ją równie mocno, co Frankensteina.

PS. Zapomniałam o Nowym wspaniałym świecie, który czeka na mojej półce razem z Sherlockiem!

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Behawiorysta" Remigiusza Mroza

okładka, behawiorysta, remigiusz mrózAutor: Mróz Remigiusz
Tytuł polski: Behawiorysta
Wydawnictwo: Filia
Wydanie polskie: 2016
Liczba stron: 500
Moja ocena: 6/10

Remigiusz Mróz niebezpodstawnie zyskał sobie sympatię wielu czytelników oraz setki jeśli nie tysiące pozytywnych recenzji od bloggerów książkowych. Mnie osobiście najbardziej podoba się seria thrillerów prawniczych o Chyłce i Zordonie, jednak z ogromną chęcią poznają również inne jego dzieła. Tym razem na tapetę obrałam sobie jedną z nowości wydawniczych, Behawiorystę i muszę szczerze przyznać, że nie do końca jestem pewna, co o niej powiedzieć oraz przede wszystkim, jak ją ocenić.

Gerard Edling spalił za sobą wszystkie drogi powrotu do zawodowej kariery. Najpierw wyleciał z prokuratury, następnie z policji, a jednak gdy niebezpieczny zamachowiec zamyka się w małym, opolskim przedszkolu wraz z dziećmi i pracownikami, jego była podopieczna dzwoni właśnie do niego. Uważa go za ich jedyny ratunek, ponieważ po pierwsze mężczyzna jest behawiorystą - potrafi czytać z gestów i mimiki - po drugie sprawca chce rozmawiać jedynie z nim. Tylko Gerard może powiedzieć, o co tak właściwie chodzi w "koncercie krwi".

Z początku wydawało mi się, że będzie to zwykły kryminał z głównym bohaterem o dość osobliwym charakterze i nieprzeciętnej inteligencji, który stara się rozwikłać niesamowicie zawiłą zagadkę. Niestety, lub stety, okazało się całkowicie na odwrót. Behawiorysta to nie tylko rozwikłanie najgłośniejszej w historii polskiej prokuratury sprawy karnej, ale również w pewien sposób dysputa filozoficzna nad "dylematem wagonika". Każda odsłona "koncertu krwi" przedstawia podobne sytuacje. Kompozytor, jak zostaje ochrzczony przez stróżów prawa, angażuje ludzi w wybór swojej kolejnej ofiary. Przedstawia im dwie propozycje i daje czas na głosowanie, a następnie zabija. W tym czasie postawione do pionu wszelkie służby bezskutecznie starają się go wytropić. W pewnych momentach stawało się to dość monotonne, ale istnieje też przeciwwaga - w innych momentach historia wbijała w fotel. Zwłaszcza zakończenie, choć do dziś nie mogę się odnaleźć, w tym czego właściwie chciał czarny charakter, przez co nie jestem w stanie powiedzieć, czy ostatecznie jestem bardziej na tak czy na nie. Niemniej Mróz na pewno trafił w coś, czego jeszcze wcześniej nie czytałam i było to ciekawe doświadczenie.

Osobowość Gerarda niesamowicie się zmienia w trakcie trwania fabuły. Początkowo jest typowym bohaterem książek z kryminalnym tłem - tajemniczy, nieco socjopatyczny, uzależniony od alkoholu, z nieciekawą przeszłością, ale im dalej w las tym jest coraz ciekawiej. Wydarzenia i doświadczenia z nimi związane bardzo mocno wypływają na jego osobowość. W pewnym momencie doprowadzają go nawet na pewnego rodzaju skraj ludzkiej wytrzymałości, co zmienia jego osobowość o całe sto osiemdziesiąt stopni. Jest dla mnie najlepiej zbudowaną postacią w tej książce, ponieważ myśląc o nim kompletnie zapominam o innych. Szczególnie o Kompozytorze, którego przeszłość, będąca jednocześnie motywem postępowania, nie wywołała we mnie większych emocji.

Behawiorysta był nowym i ciekawym doświadczeniem, jednak posiadał swoje wady. Skłaniał czytelnika do refleksji, nad tym jakiego wyboru by dokonał gdyby znalazł się w sytuacji społeczności przedstawionej w książce Remigiusza Mroza. Momentami wbijał w fotel, a momentami niesamowicie nudził. Możemy odnaleźć tam niejednoznaczne postacie, ale główny bohater przebija ich wszystkich o mile świetlne, a osobowość Kompozytora trudno złożyć w spójną całość. Jest to trudna do przetrawienia historia i musielibyście przekonać się o tym na własnej skórze.

piątek, 4 sierpnia 2017

Mało znane książki, które uwielbiam


W dobie internetu coraz większa ilość osób sięga tylko i wyłącznie po książki, które są dobrze rozreklamowane i chwalone przez wielu innych użytkowników na forum publicznym. W jego otchłani giną niekiedy naprawdę wspaniałe historie, które zdecydowanie bardziej zasługują na naszą uwagę niż duża część tych nazywanych bestsellerami. Z tego powodu powstało nie tylko moje wyzwanie Czytam nie tylko Amerykanów! (pewnie zauważyliście prawidłowość, że większość z tych, o których jest głośno, została napisana właśnie przez pisarzy tej narodowości), ale także bardzo cieszę się, gdy piszecie, o niezbyt znanych pozycjach, które was zachwyciły. Teraz przyszedł czas na mnie, choć wybranie zaledwie kilku, żeby ten post nie był tasiemcem, sprawiło mi nie lada problem. Postarałam się wyeliminować jednak książki, o których wspominam bardzo często.

FobiaDawid Kain

Bez zbędnego zastanawiania mogę ją nazwać fenomenem na miarę Roku 1984, choć ma odmienną tematykę. Jednak wywołała we mnie podobne odczucia, jak książka Orwella - przerażenie, osaczenie i bezsilność. Sam Kain bardziej skupia się na kreacji jednej, zamkniętej rodziny niż całego społeczeństwa, a obie rzeczy udało mu się zrobić w genialny sposób. Główna bohaterka miała niezwykle ciężkie życie poprzez fobię, która ją dotknęła oraz pogrążonego w twórczej obsesji ojca. Jego kreacją również jestem zachwycona - tym, jak wspaniałym i oddanym był rodzicem, nawet będąc niespełna rozumu. Gdybym mogła to wręczyłabym autorowi Nobla.

Morelowy Sad, Amanda Coplin

Dalej mam książkę z zupełnie innej serii. Coś, co po prostu zachwyciło mnie swoją prostotą, klimatem oraz przede wszystkimi chwilami radości i smutku. Jestem przekonana, że spodoba się również miłośnikom klasycznych romansów, jak na przykład Przeminęło z Wiatrem, choć ich nie czytałam. Opowiada przede wszystkim o rodzinie, ojcostwie i wybaczaniu. Nie wszystkich bohaterów polubiłam. Nie wszystkich wybory akceptowałam, ale podobnie jak główny bohater zagryzałam język, żeby nie wypalić czegoś głupiego. I chyba to jest w tym najpiękniejsze - ta książka jest tak boleśnie realna.

Martwa Strefa, Stephen King

To pewnie zabawne, że będę tu opowiadać o książce jednego z najbardziej znanych pisarzy na świecie. Jednak chciałabym, aby ta akurat ta pozycja trafiła do większego grona odbiorców, ponieważ według mnie jest najlepsza ze wszystkich, jakie dotychczas przeczytałam, a niewiele osób o niej mówi. To bardzo poruszająca i wciągająca historia mężczyzny, który w skutek wypadku otrzymał niezwykły, a jednocześnie przerażający, dar i skorzystał z niego w najlepszy możliwy sposób. Uratował ludzkość.

Zaginiony w Himlajach, James Scott

Nigdy nie zapomnę, jak pewnego deszczowego, letniego dnia, kiedy na półce kuzynki znalazłam historię o mężczyźnie, który zgubił się w Himalajach. Dla mnie góry to najpiękniejsze miejsce do spędzenia wakacji. Na razie widziałam tylko polskie Tatry, jednak wiele oddałabym, żeby pojechać w Alpy, Góry Skandynawskie czy właśnie Himalaje! Pikanterii całość dodał fakt, że historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, wspomnieniach autora i jego siostry. James jako pierwszy w historii przeżył w tych górach ponad 40 dni samotnie, bez jedzenia i picia oraz pomocy z zewnątrz. Pochłonęłam ją w jeden dzień i z ogromną chęcią powróciłabym do niej jeszcze nie raz, ponieważ niezwykle zżyłam się z bohaterami.

Badacz Potworów, Rick Yancey

Pewnie wszyscy kojarzycie Piątą Falę? A czy wiecie, że jej autor napisał również niezwykle ekscytującą, wciągającą, przerażającą i drastyczną serię o dwunastoletnim chłopcu, który jest pomocnikiem badacza potworów? Nie? To nawet nie wiecie, ile tracicie. Historia Willa to jedna z najbardziej krwawych książek, jakie kiedykolwiek czytałam i o dziwo jest ona przeznaczona dla młodzieży. Yancey nie boi się brutalności, rozlewu krwi, mocnych opisów rozszarpanych ludzkich zwłok, turpizmu i brzydoty. Oczywiście opisuje to w ramach świetnie rozplanowanej oraz przemyślanej fabuły. W pierwszym tomie możemy poznać ludożerne antropofagi, które jakimś tajemniczym przypadkiem znalazły się w samym sercu Nowego Yorku, a w drugim legendarnego Wendigo, pustoszącego kanadyjskie lasy. Wraz z przyjaciółką wciąż czekam, aż Jaguar w końcu wyda te serię do końca, ale niestety nie spieszy im się...

Z jak Zacharisz, Robert C. O'Brien

Na sam koniec jeden z protoplastów literatury postapokaliptycznej, który niestety nie zdążył ukończyć swojej historii przed śmiercią. Zrobiły to za niego żona i córka. Sama fabuła może nie jest jakaś szczególnie powalająca oraz szybka. Bardziej chodzi tutaj o przekaz, jaki za sobą niesie. Wyobraźcie sobie, co wy byście zrobili, pozostając jedynym z niewielu ludzi na Ziemi. Właśnie w takiej sytuacji zostaje postawiona piętnastoletnia Anne. Jej rodzina umarła na skutek choroby popromiennej, będącej skutkiem wojny nuklearnej. Dziewczyna pozostała w niszy pogodowej, dzięki czemu zachowała życie oraz możliwość wyżywienia się poprzez uprawę rolną. Marzy o tym, że pewnego dnia pojawi się mężczyzna, z którym odbuduje gatunek. Jej prośby zostają wysłuchane. O'Brien przygotował jednak kilka mocny cliffhangerów, a przede wszystkim zbudował niezwykle silną, mądrą i dynamiczną postać kobiecą.

Z ogromną chęcią przeczytam, jakie wy niezbyt znane książki pokochaliście całym sercem i przykro wam, że nie otrzymały odpowiedniej uwagi. Możecie pozostawić je w komentarzach, ale najbardziej zachęcam was do przygotowania własnych wpisów! :)

PS. Czy mogę prosić was o wypełnieni ankiety? Pod tym linkiem.

środa, 2 sierpnia 2017

"Zatoka o Północy" Diane Chamberlain

okładka, zatoka o północy, diane chamberlainAutor: Chamberlain Diane
Przekład: Komłosz Teresa
Tytuł polski: Zatoka o Północy
Tytuł oryginalny: The Bay at Midnight
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydanie polskie: 2005
Wydanie oryginalne: 2013
Liczba stron: 512
Moja ocena: 6/10

Dzieciństwo to ponoć najpiękniejszy okres w życiu człowieka. Nieskażony utrapieniami i zgryzotą, jakie dopadają nas w momencie znalezienia się na progu dorosłości. Spędzony na beztroskiej zabawie oraz chętnym przyswajaniu nowych umiejętności i wiedzy. Co jednak, jeśli zostaje on zbyt szybko przerwany jakimś tragicznym wydarzeniem? Jak wygląda późniejsze życie ludzi posiadających dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa?

Przed czterdziestoma laty w małym, turystycznym miasteczku doszło do rodzinnej tragedii. Starsza siostra Julie Bauer, Isabel została zamordowana. Jednak za winnego jej śmierci uznano niewłaściwego człowieka, a dwunastoletnia wówczas dziewczynka przez te wszystkie lata będzie żyła w przekonaniu, że to jej wina. Aż do momentu, gdy po czterech dekadach śledztwo zostanie wznowione z powodu nowych poszlak.

Diane Chamberlain opowiada nam te historię z różnych punktów widzenia, najbardziej naciskając na perspektywę samej Julie w czasie teraźniejszym i przeszłym, a poza tym dopuszcza do głosu również jej matkę oraz najmłodszą z sióstr Bauer, Lucy. Obecnie główna bohaterka jest przede wszystkim autorką popularnych powieści kryminalnych o babci Fran, a prywatnie kobietą w średnim wieku, po rozwodzie, z córką, która właśnie planuje wyjazd do college'u. Całkowicie zmieniła się od czasów tamtego mrocznego lata. Nie jest tą samą, rządną przygód i zagadek kryminalnych dziewczynką. Stała się ostrożna i bojaźliwa. Tym bardziej jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy w sprawie morderstwa jej siostry wychodzą nowe dowody i sprawa zostaje ponownie rozpatrzona. Pragnie jednak, aby prawda w końcu wyszła na jaw, aby w końcu mogła zrzucić z siebie ciężar winy. Teoretycznie kolejna w moim życiu książka Diane Chamberlain jest dobrą i wartą polecenia powieścią, ponieważ porusza dość ważne tematy - pogodzenia się z przeszłością czy śmiercią najbliższej osoby. Tylko, że praktycznie jest o prawie dokładnie tym samym, o czym był Dar Morza. Analogię w obu książkach są aż nazbyt widoczne, a jeszcze dodatkowo Zatoka o Północy w żaden sposób mnie nie zaskoczyła. Wielu wydarzeń domyśliłam się na długo przed wprowadzeniem wątku i przyjmowałam je jedynie, jako suche fakty. Nie wywołała we mnie nawet jakiś większych emocji poza obojętnością.

Po tragicznej śmierci Isabel, Julie i Lucy jakby zamieniły się miejscami. Przedtem to młodsza z sióstr bała się nawet własnego cienia, a teraz czerpie z życia pełnymi garściami. O ile w przypadku średniej dziewczynki zostało wyjaśnione, dlaczego zaszła w niej tak ogromna zmiana, o tyle najmłodsza zrobiła to jakby bez żadnej motywacji. Ich matka to bardzo silna kobieta, która po najgorszym możliwym wstrząsie zdołała wychować je na wspaniałe kobiety. Są tu bohaterowie, którzy poradzili świetnie poradzili sobie z tamtym ciosem, ale także ci, którymi wspomnienia nie obeszły się zbyt ciekawie.

Podsumowując Zatoka o Północy to dobra książka, która niesie za sobą ważne wartości oraz posiada różnorodnych bohaterów, ale brakuje jej czegoś do smaczku. Nie ma w sobie ani krzty zaskoczenia, przez co nie wywołuje zbyt wielkich emocji. Polecam ją raczej czytelniczkom, które nie wymagają zbyt wiele od lektury. Jest to raczej literatura stricte kobieca i fanów poważniejszych lektur na pewno nie zachwyci.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...