środa, 18 października 2017

podrożniczka - arwen elys dayton



Pierwszy tom opowieści o tajemniczych Poszukiwaczach był dobry, ale nie wciągnął mnie bardzo mocno i miałam co do niego pewne wątpliwości. Jednak na pewno zachęcił do sięgnięcia po dalszy ciąg przygód czwórki nastolatków, którzy buntują się przeciwko temu, co stało się ze szlachetnym celem ich misji, niesienia pomocy ludzkości. Już po lekturze drugiego tomu muszę powiedzieć, że ani trochę nie żałuje kontynuowania serii, ponieważ Podróżniczka bardzo mi się podobała i nie mogłam się od niej oderwać.

Po katastrofie Obieżyświata Quin i Shinobu dochodzą do siebie w londyńskimi szpitalu. Chłopak jest poważnie ranny, ostatnie dwa tygodnie spędził niemal bez przerwy nieprzytomny. Jego rekonwalescencje przerywa przybycie Briaca wraz z nieznanymi dzieciakami. Wywiązuje się walka, przez którą muszą uciekać. Tymczasem Młoda Sędzia podejmuje się wyzwania wytrenowania Johna na prawdziwego Poszukiwacza.

Podróżniczka wciągnęła mnie zdecydowanie bardziej niż jej poprzedniczka. Zdecydowanie bardziej zaciekawiła mnie akcja oraz wszystkie informacje o Poszukiwaczach, Obserwatorach i Sędziach, które podała autorka. Przede wszystkim niesamowicie polubiłam wątek powrotu do przeszłości, do młodzieńczych lat matki Johna, Catherine, kiedy owładnęła nią obsesja poznania prawdy na temat tego, co stało się z wieloma zaginionymi rodami Poszukiwaczy. Niby żyła normalnym życiem, ale jednak na pierwszym miejscu stawiała rozwiązanie tej zagadki, przez to sprowadzała na siebie oraz swojego ukochanego i ich nienarodzone dziecko całe mnóstwo zagrożeń. Dodatkowo dzięki należącemu do niej dziennikowi, w którym znajdują się zapiski wielu pokoleń rodu lisa główni bohaterowie są teraz bardzo blisko odnalezienia przyczyny. Brakowało mi w tym wszystkim jedynie jakiegoś dokładniejszego motywu antagonisty, który wziął się za ich unicestwienie, bo zamiast tego autorka skupiła się na opisaniu metod i jeszcze do tego nie wszystkich zastosowanie przedstawiła. Mam nadzieję, że zostanie to szczerzej wyjaśnione w kolejnym tomie, którego teraz już niesamowicie ciekawa.

Niektórzy bohaterowie w Poszukiwaczce ogromnie mnie irytowali, w szczególności John, który nie potrafił dopuścić do głosu wyjaśnień Quin, że postępuje w dokładnie taki sam sposób, jak jej ojciec. Na szczęście w tym tomie Maud znalazła sposób na dotarcie do niego i w końcu przejrzał na oczy, dzięki czemu wiele zyskał w moich oczach. Jak i również Quin, która cały czas zachowywała zdrowy rozsądek i trzeźwe myślenie, a przede wszystkim szukała pomocy u zaufanych osób. Szkoda mi było Shinobu, którego zachowania było podyktowane przez działanie kolejnego magicznego artefaktu Poszukiwaczy, fokala. Choć postać Młodej Sędzi najbardziej ciekawiła mnie w poprzednim tomie, teraz była jakby w tle wszystkich pozostałych, ani trochę się nie zmieniła, nie ewoluowała. Za to teraz jestem niesamowicie ciekawa zastosowania Obserwatorów wyszkolonych przez Średniego Sędziego.

Podsumowując z lektury Podróżniczki jestem zdecydowanie bardziej zadowolona, dzięki czemu będę teraz z większym zainteresowaniem czekać na kontynuacje, która chyba będzie zakończeniem, bo wydaje się, że to ma być trylogia. Działo się o wiele więcej i ciekawiej, a do tego zdecydowanie bardziej polubiłam głównych bohaterów. Retrospekcje z perspektywy Catherine były strzałem w dziesiątkę, ponieważ świetnie wyjaśniały teraźniejszość. Poza tym pojawiło się kilka niezwykle ciekawych informacji o obyczajach Poszukiwaczy no i autorka zostawiła sobie duże pole do popisu, jeśli chodzi o dalszy ciąg. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy!


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal


poniedziałek, 16 października 2017

wrześniowy bookhaul


We wrześniu przystopowałam nieco z egzemplarzami recenzenckimi, bo nie tylko dostawałam mniej propozycji, ale również chciałam to zrobić, ponieważ dość sporo mi się ich nazbierało. Raczej nieprędko się spod nich odkopię. Niestety jednak poszłam bardziej w kupowanie i trochę zaszalałam w związku z kilkoma promocjami (głównie biedronkowymi), więc i tak mam mnóstwo nowych książek do pokazania wam.

Niestety nie umiem powiedzieć w jakiej kolejności chronologicznej do mnie docierały, jedynie niektóre książki mniej więcej kojarzę, więc będzie to trochę chaotyczny opis. Pod koniec miesiąca zamówiłam sobie Illuminae i Drobinki Nieśmiertelności na bonito.pl. Wcześniej w biedronce za 9,99 wypatrzyłam Buick 8 oraz Przebudzenie Kinga, a potem w pakiecie za 29,99 Akuszerkę i Ćmę Katji Kettu, która skusiłam mnie swoim pochodzeniem - tak, jest Finką. Gdzieś w międzyczasie w Empiku była promocja -50% na drugą książkę w fantastyce i wykorzystałam to kupując Koralinę Neila Gaimana oraz w pakiecie Legion i Idealny Stan Brandona Sandersona. A od wydawnictwa Czwarta Strona dotarły do mnie dwa tomy Żniwiarza Paulina Hendel, czyli Pusta Noc i Czerwone Słońce oraz Księgę Luster Adama Fabera.

Czytaliście którąś z tych książek? Jak wam się podobały? A może jesteście ciekawi mojej opinii o nich? Od której powinnam zacząć? I co najważniejsze! O co wzbogaciły się wasze biblioteczki we wrześniu?

sobota, 14 października 2017

plany czytelnicze: październik


Nie robiłam takich postów, bo jestem totalnym zaprzeczeniem organizacji czasu i planowania, ale jeśli coś już sobie założę to zazwyczaj to zrobię, żeby żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Tymczasem w ostatnim czasie nazbierało mi się sporo nowych książek, co będziecie mogli zobaczyć we wrześniowym bookhaulu, a zaczynam studia, jednocześnie pracuję i boję się, że zabraknie mi czasu na czytanie. Nie jest to jedyny powód, dla którego powstaje ten post, ale taki jeden z najważniejszych. Z drugiej strony znalazłam sobie też dość osobliwy sposób na wybór pozycji, którą przeczytam jako następną, jednak tak mi się on spodobał i oczywiście spełnia swoją rolę, że robię to na przód i w tej chwili mam dość pokaźną kolejkę książek na swojej szafce nocnej.

Przede wszystkich na początku chciałabym skończyć pozycje, które zaczęłam we wrześniu, a jeszcze nie udało mi się ich przeczytać. Z Dziewczyną, która igrała z ogniem Stiega Larssona (edit: przeczytane) pójdzie bardzo łatwo, bo jestem praktycznie na samym końcu i pewnie zrobię to już w pierwszym tygodniu października. Trochę inaczej ma się sprawa z Godziną Diabła, czyli patronatem Biblioteczki, bo nie dobrnęłam jeszcze do połowy, ale mam ją w ebooku, co znaczy że czytam ją tylko i wyłącznie w autobusie, bądź pociągu.

Dalej nie chciałabym sobie robić jakiś górnolotnych planów, bo naprawdę nie wiem ile czasu w ogóle będę miała na czytanie, więc nie wymienię wszystkich książek, które mam na stosiku obok łóżka. Na pewno zaraz po skończeniu pierwszej z wyżej wymienionych lektur, sięgnę po Podróżniczkę Arwen Elys Dayton (edit: przeczytane), jestem niezmiernie ciekawa, czy jest lepsza od Poszukiwaczki - ta była średnia. Chciałabym również zapoznać się z kolejnym opowiadaniem o Sherlocku Holmesie, czyli w tym wypadku chyba była to Liga Rudzielców. No i jeszcze do tego dorzucę Nieznane Lata T.A. Baarona, czyli pierwszym tom przygód Merlina, oraz Szamankę od Umarlaków Martyny Raduchowskiej, a jeśli te również zdążę przeczytać i zostanie mi jeszcze trochę czasu to w końcu sięgnę po Mitologię Nordycką Neila Gaimana.

Tak więc widzicie, że zamierzam dokończyć dwie książki, a następnie przeczytać trzy lub cztery i jedno opowiadanie. Wiem, że jest to nawet poniżej mojej średniej liczby przeczytanych książek w miesiącu, więc myślę, że nie będzie to jakiś mega wyczyn i chociażby większość planu uda mi się spełnić. A jeśli wy macie jakieś własne założenia czytelnicze na ten miesiąc to możecie podzielić się nimi w komentarzu albo powiedzieć czy czytaliście którąś z pozycji, które wymieniłam i jak wam się podobały.

czwartek, 12 października 2017

podsumowanie września


Od kilku dni biorę się za napisanie tego posta, ale w żaden sposób nie chce mi to wyjść i mało która wersja przeżywa dłużej niż kilka zdań. Mam dwa powody na wytłumaczenie tego - ostatnio ponownie złapała mnie jesienna chandra, momentami nawet czytanie mi nie wychodzi albo po prostu nie mam ochoty żegnać się z wrześniem, ostatnim pełnym miesiącem moich wakacji, który był niesamowicie intensywny. W tygodniu całe dnia przesiadywałam w biurze i tylko jeden weekend minął mi bez żadnych planów. Wszystko zaczęło się od wesela kuzyna, potem był nocny maraton horrorów na podstawie książek Kinga w Heliosie, połączony z premierą To. Pozostałe weekendy spędziłam z przyjaciółką na oglądaniu filmów i Star Trek: The Orginal Series.

przeczytane

Ostatecznie w całości udało mi się przeczytać jedynie cztery książki, ale wszystkie w miarę mi się podobały, więc nie mam co narzekać. Wrzesień rozpoczęłam od dokończenia Królowej Cieni Sarah J. Maas, która była nieco lepsza od poprzedniego tomu i pokusiłabym się nawet o danie jej o pół gwiazdki więcej, ale niestety na lubimy czytać nie mogę. Następnie sięgnęłam po Księgę Luster Adama Fabera, czyli pierwszy tom Kronik Jaaru. Była to taka przyjemna historia dla nieco młodszych czytelników, ale nieco mnie zaskoczyła. Posunęłam się trochę do przodu, jeśli chodzi o książki Johna Flanagana, ponieważ ponownie przeczytałam Bitwę o Skandię (4 tom Zwiadowców) i w końcu sięgnęłam po Górę Skorpiona (5 tom serii Drużyna). Pod koniec miesiąca jednak dopadł mnie taki mały kryzys. Zaczęłam czytanie mnóstwa pozycji, więc teraz próbuje się spod nich wygrzebać, a są to Pokój Światów Pawła Majki, Godzina Diabła i Dziewczyna, która igrała z ogniem Stiega Larssona, a także coś czego, za nic nie przeczytam na raz, więc dawkuje je sobie po trochu, czyli Księgę Wszystkich Dokonań Sherlocka Holmesa oraz E-marketing.

Recenzje:

obejrzane

Zdążyliście już pewnie wcześniej zauważyć, że miniony miesiąc był raczej pod znakiem oglądania filmów i seriali niż samego czytania. Podczas maratonu w kinie po raz kolejny zobaczyłam Lśnienie. Tym razem wciągnęło mnie zdecydowanie bardziej niż za pierwszym razem, dzięki czemu zrozumiałam fenomen tego filmu. W programie był jeszcze Łowca Snów, którego oglądałam po raz pierwszy, ale niesamowicie mi się spodobał i pomógł w zrozumieniu książki, a To był świetnym remake'em, zdecydowanie lepszym niż pierwsza ekranizacja. Nie udało mi się spamiętać wszystkich filmów, ale na pewno poza tym obejrzałam jeszcze z przyjaciółką Martwą Ciszę, Jerozolimę, Blair Witch Project, Obcego 3, Piramidę oraz wreszcie nadrobiłam serię Naznaczony. Jeśli zaś chodzi o seriale to ponownie wróciłam do ich nałogowego oglądania. Udało mi się wreszcie nadrobić Anne with an E, The Exorcist oraz The Handmaid's Tale. Obejrzałam kilka odcinków House M.D. i Star Trek: The Orginal Series. Przede wszystkim jednak w tym miesiącu pojawiły się nowe odcinki Channel Zero, ale jeszcze nie czuję się przekonana do tego sezonu i mam nadzieję, że się bardziej rozkręci. Odkryłam też nowy, genialny serial, który wychodzi na bieżąco, czyli The Good Doctor. Oczywiście, jeśli chcecie mogę się szczerze wypowiedzieć o tych tytułach w osobnych postach.

Wrzesień przeleciał mi przez palce tak szybko, że nawet nie zdążyłam tego zauważyć. Zapamiętam tylko, że był intensywny oraz bogaty w filmy i seriale, a nieco ubogi w książki, co należy zmienić w październiku. Choć moje plany mogą zostać pokrzyżowane przez rozpoczynający się rok akademicki. Jestem jednak dobrej myśli.

A jak wam minął miesiąc? Przeczytaliście lub obejrzyliście coś ciekawego, czym warto się podzielić? A może przeżyliście jakąś niesamowitą przygodę? Opowiadajcie, chętnie was wysłucham.

poniedziałek, 9 października 2017

dziewczyna, która igrała z ogniem - stieg larsson

 

Jeszcze całkiem niedawno uwielbiałam kryminały oraz wszelkie thrillery czy horrory z wątkiem śledztwa i czytałam je w bardzo dużych ilościach, zwłaszcza latem. Jednak styczność z twórczością Agathy Christie coś we mnie zmieniła. Ogromne rozczarowanie, które poczułam po zapoznaniu się z dwiema jej książkami sprawiły, że zaczęłam ostrożniej dobierać sobie lektury z tego gatunku. Bardziej polegam na sprawdzonych autorach i rzadko decyduje się sięgnąć po kogoś nowego. Na początek tego okresu przyszła mi ochota na przeczytanie bestsellerowej serii Millenium Stiega Larssona. Nie powiem, że byłam przerażona, że te grubaski mi się nie spodobają i tylko stracę na nie swój cenny czas. Było jednak wręcz przeciwnie Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet jest jednym z najlepszych i najbardziej dopracowanych kryminałów, jakie kiedykolwiek czytałam, a kontynuacja depcze mu po piętach.

Lisbeth po rozwiązaniu sprawy zaginięcia Harriet Vanger i ogromnym zawodzie miłosnym, wyjeżdża w podróż po świecie. Przez wiele miesięcy nie kontaktuje się ze swoimi bliskimi. Tymczasem w Sztokholmie Mikael, wraz z nowym współpracownikiem Dagiem Svenssonem i jego narzeczoną Mią Bergman, pracuje nad kolejnym wielkim tematem w historii Millenium - traffickingiem, czyli sprowadzeniem młodych dziewczyn z dawnego bloku wschodniego do Szwecji, aby wykorzystać je w branży seksualnej. Książka mężczyzny ma zamiar ujawnić wiele nazwisk wysoko postawionych urzędników oraz funkcjonariuszy, którzy brali udział w tym procederze. Powrót Lisbeth do kraju zbiega się w czasie z makabrycznymi wydarzeniami w życiu dwójki nowych bohaterów. Wpada w samo ich centrum i zostaje głównym podejrzanym. Zaczynają się szaleńcze poszukiwania, ponieważ dzięki swoim umiejętnością unikania systemu, jest dla nich niemal niewykrywalna. 

Ponownie rozwiązanie zagadki nie było dla mnie jakimś wielkim szokiem i zaskoczeniem, ponieważ domyślałam się go od początku. Sądzę jednak, że nie była ona głównym elementem tej historii, a autorowi bardziej chodziło właśnie aby poprzez to śledztwo dogłębniej przedstawić postać głównej bohaterki. Jestem więc w stanie wybaczyć niedociągnięcia w tym wątku. Tym bardziej, że to, na czym najbardziej mi zależało w Dziewczynie, która igrała z ogniem był właśnie wątek Lisbeth i ani trochę na nim nie zawiodłam. Dodatkowo po raz kolejny dostałam niesamowity popis umiejętności pisarskich oraz świetny research. Podobnie, jak w pierwszym tomie Stieg Larsson bardzo dokładnie, ale w przystępny sposób, przedstawia wszystkie zagadnienia i zawiłości fabularne. Samo zakończenie wgniata w fotel.

Lisbeth Salander jest niezwykle uzdolnionym hakerem i socjopatką. Jednak w tym tomie autor skupia się bardziej na przedstawieniu demonów jej przeszłości, które wraz z researchem dwójki nowych bohaterów powracają. Nigdy nie spodziewałabym się, że coś takiego mogło się wydarzyć w dzieciństwie dziewczyny, ale dzięki temu zrozumiałam jej zachowanie, stosunek wobec władzy i przede wszystkim jej postać bardziej do mnie dotarła. Powiem nawet, że zaczęłam jej współczuć i podziwiać. Jako dziecko wykazała się naprawdę wielką odwagą.

Zaś jeśli chodzi o pozostałych bohaterów to nadal uwielbiam Mikaela i w tym tomie żałowałam go niemal podobnie, jak Lisbeth. Facet za wszelką cenę chciał odnowić kontakt z dziewczyną, bo ewidentnie stała się ona dla niego kimś więcej. Ogromnie irytowało mnie to, że nie dała mu się wytłumaczyć, a z drugiej rozumiałam, że to jej naturalne zachowanie. Dragan wciąż zachowywał się, jak starszy brat i niesamowicie martwił się o Lisbeth. Erika wkurzyła mnie nieco swoich zachowaniem, ale również jej pobudki rozumiem. Trochę szkoda, że nie mogłam bliżej poznać Daga i Mii, bo myślę, że byli naprawdę świetną parą.

Dziewczyna, która igrała z ogniem to naprawdę świetnie dopracowana oraz wnikliwie opisana historia socjopatki, która przeszła w życiu coś niesamowicie okropnego. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi. Wpleciona została w głośną sprawę kryminalną. Choć nie zawsze zaskakuje to mimo wszystko wywołuje szok i niedowierzanie. Jest równie świetna, a może nawet lepsza od swojej poprzedniczki, ale na pewno zachęca do kontynuowania trylogii.

niedziela, 1 października 2017

nie samą książką człowiek żyje...


Znacie mnie przede wszystkim, jako miłośnika literatury, który z wielkim zapałem i pasją dzieli się z wami swoją opinią na temat przeróżnych książek. Ostatnio jednak mam mały zastój w pisaniu recenzji i postów około książkowych, bo poza egzemplarzami recenzenckimi czytam same pozycje, o których za bardzo nie mam co powiedzieć. Przeczytałam je, podobały mi się i tyle. No i jeszcze kompletnie wyczerpał się mój zapas postów uzbieranych przed klasą maturalną, a studia zbliżają się wielkimi krokami, co zwiastuje zapewne jeszcze mniej czasu na czytanie i pisanie. Tymczasem od dłuższego czasu chodziło mi po głowie kilka pomysłów kompletnie niezwiązanych z tematyką bloga, a kilka znajomych blogerek uświadomiło mnie, że nie ma co się ograniczać i chętnie przeczytałby takie wpisy.

Oczywiście nie chodzi o to, że przechodzę w tej chwili na lifestyle, bo tak prawdę powiedziawszy kompletnie się na tym nie znam. Nie mam ani ciekawego życia ani jakiegoś niesamowicie frapującego sposobu na prowadzenie go, a moje plany na przyszłość zmieniają się bardzo często. Jestem młoda i nie mam jeszcze zbyt wielu zobowiązań,więc na spokojnie mogę iść sobie z duchem antycznej myśli carpe diem!. Po prostu chce czasem zrobić zarówno sobie jak i wam małą odskocznię.

Na początek chciałabym opowiedzieć wam o swoich zainteresowaniach pozaliterackich. Zainspirowały mnie do tego wyżej wspomniane dziewczyny, które jednocześnie wzięły udział w projekcie u Z książką do łóżka, która chcę przełamać stereotyp aspołecznego książkoholika. I ja to popieram, bo książki nie są całym moim światem. Wręcz przeciwnie, moim największym problemem jest to, że interesuje mnie tak wiele rzeczy, że czasem nie wiem, w co włożyć ręce najpierw. Tutaj jednak opowiem, o tych najważniejszych rzeczach, bez których nie wyobrażam sobie swojego dalszego życia.

Skoki narciarskie, które również są w moim życiu od zawsze, z małymi przerwami, ale odkąd pamiętam. Zaraziłam się tym sportem od mojego taty, który w sumie ogląda wszystko, co się da, ale jedynie one tak bardzo mnie zaciekawiły. Dałam się porwać magii tej dyscypliny, ponieważ to taka jakby namiastek latania, które zawsze fascynowało człowieka, również mnie. Zapomniałam oczywiście na wszelki wypadek wspomnieć, że ja nie trenuję, a kibicuję szczególnie reprezentacji Finlandii i ich zawodnikowi, Ville Larinto. Jest on moim idolem, ponieważ po wielu kontuzjach oraz porażkach nie poddał się, dalej stara się wrócić do formy sprzed pierwszego, poważnego urazu. Niestety, źle wychodzę logistycznie pod względem wyjazdów na zawody, bo mieszkam na Pomorzu. Podróż pociągiem do Zakopanem, z miejscowości oddalonej ode mnie o trochę ponad 30 km zajmuje 12-13 godzin, a do Wisły w ogóle nie mam bezpośredniego dojazdu i najlepsza możliwość to 2 przesiadki, w Warszawie i Katowicach. Udało mi się jednak dwa lata temu wpaść na Puchar Świata w stolicy Tatr. Niesamowicie się tam bawiłam, spotkałam fascynujących ludzi również kochających ten sport, a przede wszystkim miałam możliwość dostać autograf i wspólne zdjęcie od kilku skoczków. Niestety, Ville nie udało mi się złapać, ale internetowa przyjaciółka była w tym roku na Letniej Grand Prix w Wiśle i dała mi go do słuchawki, przywiozła mi plastron startowy z podpisem oraz dedykacją, a w przyszłym roku sama planuje się tam wybrać z nadzieją, że go zobaczę. Kolejnymi moim największymi marzeniami odnośnie skoków jest zobaczenie konkursów na mojej ulubionej skoczni w Lathi, na największym obiekcie na świecie w Vikkersund i oczywiście zakończenia sezonu w Planicy. Trochę się rozgadałam na ten temat, ale dla zakończenia wstawię wam jeszcze poniżej kilka zdjęć z mojego wyjazdu i przepraszam za wygląd moich włosów, ale spędziłam wtedy kilka godzin na mrozie, do tego niewiele spałam.


  


Grafika komputerowa i choć moje umiejętności nie są jeszcze zbyt wysokie, to jest to dziedzina, w której upatruje swoje plany na przyszłość. Mam nadzieję, że lata treningu doprowadzą mnie do tworzenia tak wspaniałych dzieł, jak najlepsi w tej dziedzinie. Aktualnie jestem na stażu w tym kierunku, dzięki czemu mogę często ćwiczyć, bo w domu niestety czeka mnie kilka miesięcy rozłąki, póki nie zaopatrzę się w porządny sprzęt i własne programy graficzne, na których uczyłam się w szkole. Jestem do nich mocno przyzwyczajone, ale nie zamykam się na nowe i może kiedyś spróbuje się z jakimś. W pracy mam do użytku Lenovo, który na razie świetnie się sprawdza, więc na pewno on będzie moim wyborem na kolejny komputer prywatny. Do tego planuję zakup tableta graficznego, a co za tym idzie, muszę poćwiczyć również rysowanie na papierze. Cieszę się też, że od początku obrałam właściwy kierunek edukacji, żeby móc się w tym sprawdzić. Interesowałam się grafiką przed rozpoczęciem technikum, ale dopiero w nim odkryłam swoją miłość i pasję do tego, co po części jest zasługą wspaniałej nauczycielki. Design bloga stworzyłam w większości sama. Wyjątkiem jest postać w nagłówku, oraz na profilowym, bo narysowała ją moja przyjaciółka. Bardzo dobrze wychodzą mi fotomontaże i muszę poćwiczyć nieco grafikę wektorową, a mimo to jej nic nie przebije. Sama grafika poprowadziła również mnie w stronę fotografii. Na razie robię zdjęcia książek o niskiej jakości, które możecie zobaczyć na moim instagramie, a jak tylko kupię sobie lustrzankę to planuje robić bardziej profesjonalne oraz zdecydowanie ładniejsze zdjęcia, żeby w przyszłości zarabiać i na tym.

No i oczywiście jeszcze wiele innych rzeczy, jednak te trzy - książki, skoki oraz grafika - grają w moim życiu główne skrzypce, a co za tym idzie nie chciałabym ich porzucać na rzecz tych mniej ważnych. Mam jednak nadzieję znaleźć w przyszłości czas na podróże, które niezmiernie kocham, a do tej pory niezbyt miałam szansę ich doświadczyć, oraz naukę języków, nie tylko angielskiego, ale także fińskiego czy rosyjskiego. Choć mam wrażenie, że po prostu zabraknie mi na to wszystko życia, a naprawdę chciałabym wiele doświadczyć i odkryć.

Może wasze zainteresowania mnie do czegoś natchną? Zachęcam, żebyście również napisali posty o swoich zainteresowaniach albo zostawili je tutaj w komentarzach. Na pewno wam odpowiem, bo jestem strasznie ciekawa wszystkich dyskusji, które się pod nimi wywiążą! :)

sobota, 23 września 2017

kilka słów o moich ulubionych lekturach szkolnych i dlaczego je polubiłam


Dwudziestego piątego sierpnia odebrałam z sekretariatu certyfikat otrzymania tytułu technika organizacji reklamy, co było jednocześnie definitywnym zakończeniem etapu mojego życia pod tytułem "szkoła średnia". Z tego powodu pomyślałam, że fajnie byłoby go jakoś podsumować, bo to jeden z lepszych okresów w moim życiu. W jego trakcie dostrzegłam swoje życiowe pasje i którą z nich chciałabym zajmować się w życiu zawodowym, a którą jako odskocznią, dzięki czemu zyskałam poczucie, że jednak nie jestem nudna i można ze mną o czymś porozmawiać, a co za tym idzie zyskałam nieco pewności siebie. Oczywiście mowa tutaj o reklamie i książkach, a skoro jesteśmy na blogu poświęconemu temu drugiemu zagadnieniu, to o nim będziemy rozmawiać dalej. 

Powszechnie wiadomo, że każdy etap nauki wiąże się z listą książek, które trzeba przeczytać, żeby móc go pokonać. Do pewnego momentu byłam takim stereotypowym uczniem, który twierdził, że lektury są niedobre, ale czytałam je, bo byłam sumienna. Większości z nich nie lubiłam i szybko zapominałam, ponieważ poruszały tematykę, która mnie nie interesowała. I to trwało właśnie do czasów technikum, kiedy, o zgrozo okazało się, że będę miała rozszerzony polski. Nigdy nie lubiłam tego przedmiotu, ze względu na nauczycielki, z którymi nie umiałam się dogadać. Dopiero tam trafiłam na naprawdę wspaniałą polonistkę, która doceniła moje starania i umiejętności, a przede wszystkim rozmawiała z nami o tych książkach. W tym momencie moja blokada w głowie zniknęła. Dawałam szansę każdej pozycji ze spisu, a nawet kilka z nich naprawdę pokochałam całym sercem i wrócę do nich w przyszłości, kiedy kupię sobie własne egzemplarze. Właśnie o nich chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć, bo nie ma lepszego sposobu dla miłośnika książek na podsumowanie niż wspominanie dobrych lektur, które wiążą się z tym okresem.

Idąc chronologicznie, według epok literackich, pierwszą z lektur szkolnych, które naprawdę pokochałam był Makbet Williama Szekspira. Co prawda nie ma w niej zbyt wielu motywów literackich i nie użyłam jej na maturze, ale bardzo polubiłam samą historię przemiany honorowego rycerza w bezwzględnego mordercę. Przede wszystkim podobała mi się postać Lady Makbet - bardzo charakternej i pewnej siebie kobietki, która lubiła brać sprawy w swoje ręce, nie zawsze myśląc o konsekwencjach swoich wyborów. Bardzo ciekawym wyborem było wykorzystanie personifikacji ukrytych pragnień oraz swego rodzaju grę słów, która wprowadziła na koniec genialny plot twist.

Zapomniałam jeszcze wspomnieć o antycznych dramatach opartych na micie o rodzie Labdakich, czyli Królu Edypie oraz Antygonie Sofoklesa. Stanowią one swego rodzaju spójną całość, która przekazuje tematy ważne dla greckiej cywilizacji, czyli nieubłagane przeznaczenie i ich bóstwa. Edyp stara przeciwstawić się fatum, które i tak go dosięga, a jego córka Antygona sprzeciwia się rozkazom władcy, aby pochować brata, dzięki czemu będzie mógł spokojnie odejść do Hadesu zamiast błąkać się nad Styksem. Uwielbiam te książki tak bardzo, ponieważ są genezą motywów, które bardzo lubię w literaturze, a przede wszystkim są oparte na mitologii, którą kocham nad życie. Dodatkowo greckie sztuki cechowała duży rygor ze względu na niewielkie możliwości i oraz ogromne ograniczenie techniczne pierwszych teatrów.

O romantyzmie nie będę wspominać, bo jest to raczej epoka myśli patriotycznej i samobójczej, które niezbyt mnie interesowały, choć lektury były całkiem ciekawe. Przejdę raczej do pozytywizmu, gdzie omawialiśmy Zbrodnie i Kare Fiodora Dostojewskiego, czyli obecnie jedną z moich ulubionych książek. Niesamowicie przemówiła do mnie koncepcja śledzenia zmian w umyśle mordercy, którym nie kierowała jakaś chora myśl czy zemsta, a jego własne poglądy. Wszystko to odbywało się na tle codzienności Sankt Petersburga, co znaczy, że ukazywało życie i kulturę rosyjską w tamtych czasach, a dla mnie jest ona jedną z najciekawszych na świecie. Znalazłam już najpiękniejsze wydanie tej książki, jakie chciałabym posiadać, ale również mam nadzieję, że sięgnę po inne książki Dostojewskiego, ponieważ zapoczątkował on moją miłość do literatury rosyjskiej.

Kolejna pozycja to ogólnie jest absolutny hit, ponieważ przeczytałam ją na długo przed otrzymaniem informacji, że będzie moją lekturą szkolną. Pochłonięcie jej zajęło mi zaledwie kilka godzin i już wtedy byłam niesamowicie zachwycona historią, emocjami, jakie we mnie wywoła, a przede wszystkim stylem pisania autora. Chodzi o tu oczywiście o Rok 1984 George'a Orwella. Nie będę opisywać o czym jest, bo zapewne większość z was wie, a jeśli nie to najlepiej po prostu nie wiedzieć, tylko sięgnąć na świeżo. Powiem jedynie, że uderzyła w mój skrywany lęk ograniczenia wolności osobistej, wolności słowa czy poczucia bycia jednostką niezależną od otoczenia, dlatego tak bardzo ją uwielbiam. Wyciągnęła mnie ze strefy komfortu i nieźle dała do myślenia.

I na samo koniec, coś co pewnie może zadziwić niektórych moich czytelników i znajomych, którzy to czytają, ponieważ oświadczam wam, że pokochałam lekturę opowiadającej o II wojnie światowej. Jednak z zupełnie innej perspektywy niż dziewięćdziesiąt dziewięć procent książek o tej tematyce. Nie mówi o represjach niemieckich, holocauście i tym podobnych. Wręcz przeciwnie, skupia się drugiej stronie naszego kraju, czyli tej rosyjskiej. Są to wspomnienia autora z pobytu w łagrze na Syberii. Opowiada o wycieńczającej pracy fizycznej, łgarstwach rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości oraz okropnych racjach żywnościowych. O tym, jak ludzie tracili poczucie człowieczeństwa, aż w końcu pragnęli jedynie śmierci. To był naprawdę Inny Świat, autorstwa Gustawa Hearlinga-Grudziństkiego.

Oczywiście nie wspomniałam tutaj o lekturach z wcześniejszych lat szkolnych, jak na przykład niesamowity Oskar i Pani Róża, Mały Książę czy Ania z Zielonego Wzgórza, ale jak się pewnie domyślacie, że chodziło mi przede wszystkim o lektury z ostatnich czterech lat, ponieważ bardzo miło je wspominam i chciałabym o nich z wami porozmawiać. A przede wszystkim usłyszeć, jakie lektury szkolne wy polubiliście najbardziej.

środa, 20 września 2017

księga luster - adam faber


Staram się unikać książek porównywanych do innych, które zasłużenie zdobyły rozgłos, szum medialny i przychylność czytelników. Zazwyczaj takie stwierdzenia są nietrafione lub aż nazbyt prawdziwe. A w przypadku tej powieści paradoksalnie był to jeden z dwóch powodów, dlaczego postanowiłam w ogóle po nią sięgać. Wydawnictwo zadbało nie tylko o piękną i solidną oprawę, ale również stworzyło niesamowity, chwytliwy slogan na rozreklamowanie jej. Moje wewnętrzne dziecko dało się uwieść "Harry'emu Potterowi w spódnicy".

Kate Hallander prowadzi normalne życie londyńskiej licealistki, aż do momentu odwiedzin w sklepie z magicznymi artefaktami. Sprzedawczyni wręcza jej Księgę Luster, dzięki której dziewczyna trafia do Jaaru - krainy zamieszkiwanej przez baśniowe postaci. W taki właśnie sposób zostaje uświadomiona, że nie jest zwykłym człowiekiem, a czarownicą i nie jest to jedyny powód, dlaczego ma tam spore kłopoty.

Pisze te recenzje chyba już trzeci raz, ponieważ nie umiem odnaleźć właściwych słów do opisania moich odczuć względem powieści Adama Fabera. Bardzo ją polubiłam i zapewne gdybym przeczytała ją kilka lat wcześniej to byłabym w niej zakochana po uszy, ale tego spodziewałam się od samego początku. W tej chwili była dla mnie nieco schematyczna i naiwna, ale czytało mi się ją szybko oraz przyjemnie, a przede wszystkim kilkukrotnie niesamowicie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim pomimo wielu podobieństw historie Kate i Harry'ego całkowicie się różni od siebie. Tutaj nie ma żadnej szkoły magii i latania na miotłach, za to są magiczne artefakty i równoległy świat pełen niesamowitych, baśniowych postaci. Nawet konstrukcja magii (jeśli tak to mogę nazwać) różni.

Ze wszystkich postaci najbardziej polubiłam jednorożca Jawisa, który w trakcie trwania akcji jest w trakcie trwania bardzo poważanej zmiany. Kate jest czynnikiem, który ją przyspiesza. Sama dziewczyna był okej. Jakoś specjalnie nie wzbudziła mojej sympatii. Bardzo spodobała mi się jednak jak postawiła się rodzinie, która ukrywała przed nią tak ważną informacje. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych tomach mocno się rozwinie. Z kolei jej fer, Fion był lekkomyślny i miał wysokie mniemanie o sobie, ale był też niezwykle ambitny i zawzięty. Rodzina Hallanderów miał dość błahy powód, żeby ukrywać przed nią, że jest czarownicą. Niezwykle przypadł mi też do gustu policjant Robert - przystojny, pewny siebie i do tego w mundurze!

Księga Luster to bardzo fajna młodzieżówka o młodej czarownicy, która musi poznać świat i swoje umiejętności od podstaw w dość późnym wieku. Pomimo drobnej naiwności oraz schematyczności typowej dla tego rodzaju książek, naprawdę bardzo mi się podobało. Miała ciekawych i różnorodnych bohaterów, a poza tym odwoływała się do mojego wewnętrznego dziecka. Jeśli zastanawiacie się nad jej przeczytaniem to śmiało sięgajcie. Sama świetnie się bawiłam i nieco odpoczęłam od cięższych lektur.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona

niedziela, 17 września 2017

królowa cieni - sarah j. maas


Niezbyt często sięgam po grube książki, które większość ludzi potocznie nazywa cegłami lub grubaskami, ponieważ zwyczajnie boję się, że tylko i wyłącznie stracę na nie czas, bo się nie polubimy. Paradoksalnie w przypadku tej książki nie miałam obiekcji, chociaż poprzednie części nie do końca przypadły mi do gustu, były jedynie dobrymi czytadłami. Jednak miałam ochotę odpocząć, przeczytać coś lekkiego, odmóżdżającego i miałam jakieś dziwne przeświadczenie, że ta część będzie stanowić kamień milowy i wreszcie naprawdę bardzo mocno polubię Szklany Tron. Ostatecznie nic takiego się nie wydarzyło, ale zdecydowanie widzę tendencje zwyżkową i każdy tom podoba mi się ociupinkę bardziej.

Celeana Sardothien przestała istnieć. Z wyprawy do Wendlyn powraca już jako następczyni tronu Terrasenu, Aelin Ashryver Galathynius. Zostaje przywódczynią niewielkiej grupy rebeliantów, która szuka sposobu na przywrócenie magii, tylko w tym upatruje nadziei na pokonanie tyrana i wyzwolenie podbitych przez niego królestw. Tymczasem Dorian toczy wewnętrzną walkę z Valgem, który próbuje przejąć jego ciało, a w daleko w górach przeprowadza się eksperymenty na wiedźmach.

Pomimo tego, że ta część jest znacznie większej objętości niż trzy poprzednie tomy to podobała mi się zdecydowanie bardziej, ponieważ wreszcie działo się coś ciekawego i konkretnego. Nadal pojawiają się zbyteczne wątki miłosne, a relacje między niektórymi postaciami mnie niesamowicie irytują, ale tym razem przynajmniej miały jakiś cel w swoich działaniach. Obrali odpowiednią drogę w dążeniach do odzyskania wolności i co najważniejsze działali w tym kierunku. Przyznam też, że niektóre wydarzenia niezwykle mnie zaskoczyły.

Okropnie denerwowało mnie to, jak Aelin i Chaol się do siebie odnosili. Szczególnie irytujące było to w jego wykonaniu. Wydawało się przed wyjazdem Celeany do Wendlyn rozstali się, jak dorośli ludzie jednak tutaj zachowywali się wobec siebie, jak rozkapryszone dzieciaki, jakby nie umieli sobie wybaczyć tego, w jaki sposób zakończył się ich związek. Jedynymi postaciami, które naprawdę w stu procentach lubię są Manon i Elide. Pierwsza z nich jest wiedźmą wściekłą na to, że z rozkazów Matrony musi wykonywać wszystkie polecenia ludzi, a z drugiej strony szukającą sposobu na zbuntowanie się, aby jak najmniej zaszkodzić sobie i swoim przybocznym. Druga to młoda niewolnica własnego wuja. Stara się trzymać z daleka od wszystkich niebezpieczeństw, a kiedy już zmuszona się z nimi spotkać to umie sobie z nimi poradzić. Cały czas szuka sposobu na ucieczkę, aby walczyć u boku swojej królowej. W jej głowie jest ona postacią niemal mityczną.

Ostatecznie wciąż nie do końca lubimy się ze Szklanym Tronem, ponieważ konsekwentnie irytują mnie relacje pomiędzy większością głównych bohaterów i raczej jestem za tymi nowszymi, drugoplanowymi. Jednak w Królowej Cieni działo się zdecydowanie więcej i ciekawiej, a poza tym bohaterowie w końcu mają jakiś konkretnych cel w swoich działaniach. Jest to raczej książka na odmóżdżenie, dobry czytadło na kilka wieczorów, dlatego wprawieni fani fantastyki mogą być rozczarowani. Bardziej spodoba się początkującym. Mi pozostał jeszcze jeden tom do nadrobienia serii i czeka on na mojej półce, więc mam nadzieję, że niebawem się z nim uporam.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

środa, 13 września 2017

English Matters nr 66


Uświadomiłam sobie ostatnio, że bardzo dobrze zrobiłam, że zgodziłam się na recenzowanie English Matters, ponieważ nie straciłam kontaktu z językiem i wciąż wiele pamiętam, choć nie miałam żadnych zajęć już od ponad 4 miesięcy. Kolejny numer bardzo mnie zaciekawił ze względu na główny artykuł, czyli The Naked Truth. Wyjaśnia on, jak ważną rolę, jaką odgrywa golizna w reklamie i choć dla mnie osobiście nie był on bardzo odkrywczy to bardzo miło mi się go czytało, a osobom, które nie miały wcześniej styczności z tym tematem, może wiele rozjaśnić.

Poza tym przeczytacie w nim o:

  • twórczości kontrowersyjnej artystki Yayoi Kusamy, 
  • tradycji, obyczajach i funkcjonowaniu na przestrzeni lat państwa Wikingów, 
  • historii pałacu Buckingham, 
  • pewnych bardzo pomocnych stworkach z brytyjskich mitologii, których nazwa niesamowicie przypomina pewien deser, 
  • Poldarku (tak tak, tym serialu), 
  • tragicznym stanie amerykańskiej opieki medycznej, 
  • grupach ulubionych słów, 
  • rozumienie osób anglojęzycznych 
  • urokach miasta Winchester.



Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Colorful Media

Magazyny językowa * Kiosk Colorful Media


poniedziałek, 11 września 2017

O tym dlaczego uwielbiam Jakuba Ćwieka

Myślę, że bardzo dobrze znacie przynajmniej część listy ulubionych autorów i doskonale zdajecie sobie sprawę, że znajduje się na niej nazwisko wyżej wymienionego pana. Przeczytałam zaledwie kilka jego książek i naprawdę sporo zostało mi jeszcze do nadrobienia, ale śmiało mogę nazwać go moim autorytetem.

Kłamca był cudowny i pochłonęłam go w jeden dzień. Oba tomy Grimm City to rasowe thrillery, których akcja rozgrywa się w fascynującym świecie fantasy. Z kolei zaś Przez stany POPświadomości to nie lada gratka dla wszystkich geeków. Nie udało mi się jedynie przebrnąć przez Dreszcz, choć paradoksalnie uwielbiam tematykę superbohaterów, ale tamten humor ewidentnie mi nie podpasował. Bardzo lubię jego twórczość, ponieważ da się przy niej totalnie zrelaksować i zapomnieć o bożym świecie. Jeszcze dodatkowo nawiązuje do tematyki, którą można kupić sobie moje uwielbienie - baśnie, mitologia, a przede wszystkim wszystko co popkulturowe.

Podziwiam go również, jako zwyczajnego człowieka, a nie tylko twórcę niesamowitych historii. Co prawda nie udało mi się go jeszcze spotkać choć przez te kilka chwil, jakie się trafią podczas spotkań autorskich, ale jego obraz wysnuwa się z samych relacji naocznych świadków czy fotorelacji. Ujawnia się tam wiecznie młody duchem i zawsze wyluzowany oraz energiczny mężczyzna. Przede wszystkim jednak zawsze fair wobec swoich fanów oraz blisko nich. Nie tylko dlatego, że często pokazuje się na konwentach i innych imprezach, ale również poprzez swoje zafiksowanie na punkcie książek, pisarzy czy seriali. Jednym słowem jest po prostu takim szarym geekiem, któremu udało spełnić się marzenie o wydaniu własnej historii oraz obrania kierunku kariery zawodowej pokrywającym się ze swoimi pasjami.

Jakub Ćwiek po prostu robi to, co kocha i widać to w jego nastawieniu do życia oraz twórczości. Z tego względu nie mogłam nie zakochać się w jego książkach, a w miarę zagłębiania się w to całe bycie jego wielbicielem również i nie zacząć uwielbiać jego samego. Zaimponował mi tym, że oddał się prawie w całości swojemu hobby, a przede wszystkim poczuciem humoru oraz otwartością wobec ludzi. Mam nadzieję, że niebawem mnie również będzie dane go spotkać. A poza tym pisze świetne felietony!

PS. Chcielibyście więcej takich postów, ale o innych autorach?

piątek, 8 września 2017

Pierwszy patronat Biblioteczki!


Niezmiernie miło mi poinformować was, że mój blog doczekał się swojego pierwszego patronatu. Biblioteczka obejmie opiekę nad Godziną Diabła, czyli zbiorem opowiadań grozy od Grupy Literackiej Ailes. Jestem z tego niezmiernie zadowolona, szczególnie, że zyski ze sprzedaży zostaną przekazane na cele charytatywne, na rzecz fundacji ROTA.



Godzina, sześćdziesiąt minut, trzy tysiące sekund. W tym czasie może wydarzyć się niemal wszystko... Zapraszamy cię na hipnotyzującą podróż w Godzinę Diabła. Historie zebrane w niniejszej antologii zawładną twoimi zmysłami, wciągną w otchłań mrocznych doznań i niespodzianek, przenosząc do świata, który staje się realny tylko w jednym momencie... Masz dość odwagi by nam towarzyszyć?


Premiera: 17 września

środa, 6 września 2017

"Grawitacja" Tess Gerritsen


Poprzednie wakacje to był u mnie ogromny przypływ uwielbienia do twórczości Tess Gerritsen, w szczególności jej serii o detektyw Rizzoli i doktor Isles. Mogłam czytać tomy jeden po drugim, ponieważ w żadnym nie powtarzał się schemat z poprzedniego i wszystkie miały niesamowite tło obyczajowe. Niestety w pewnym momencie musiałam przystopować, ponieważ w bibliotece nie był dostępny piątym tom i ja nadal na niego czekam. Staram się jednak w międzyczasie sięgać po inne pozycje autorki. Odkryłam jednak, że o ile pałam ogromną miłością do thrillerów medycznych, o tyle jej kryminały jakoś nieszczególnie mi pasują. Próbowałam jeden i nawet go nie skończyłam, tak więc wracam do tego, co wychodzi Tess najlepiej.

Na pokładzie międzynarodowej stacji kosmicznej znajdującej się na ziemskiej orbicie wybucha tajemnicza epidemia. Astronauci kolejną zapadają na tajemniczą chorobę i umierają w męczarniach. Załoga promu, wysłanego im na ratunek, również zostaje skazana na śmierć. Wojsko nie zezwala im na powrót na ziemię, ponieważ uważa, że choroba zagraża całej ludzkości. Jedynie młoda lekarka i jej mąż za wszelką cenę starają się jak najszybciej znaleźć lekarstwo.

Zdążyłam już zapomnieć, że pozycje od Gerritsen, które nie łączą się z żadną serią, raczej nie posiadają zapierającej dech w piersiach akcji, tylko poruszają dość ciężkie dylematy moralne, natury medycznej. Tak też było w tym przypadku, jednak nie chciałabym wam zdradzać na czym on polegał, bo zepsułabym wszystkim radość z czytania. Co paradoksalnie robi opis z tyłu okładki. Ogromnie się cieszę, że nie zapoznałam się z nim przed skończeniem książki, ponieważ zdradza niemal wszystkie najważniejsze zwroty akcji - czym jest tajemniczy wirus i kto się z nim upora. Tym bardziej, że książka sama w sobie nie jest jakoś szczególnie porywająca czy zaskakująca. Szybko się czytało, ale w kilka momentach robiła się naprawdę nużąca, ponieważ to typowa historia o epidemii nieznanej choroby. Wyróżnikiem stało się to, że wybuchła w kosmosie, co utrudnia pracę lekarzom w odnalezieniu na nią lekarstwa i to, że autorka niektóre momenty opisała w tak emocjonalny sposób, że bardzo trudno było nie współodczuwać z bohaterami - przykładowo ostatnie momenty przed wyruszeniem w kosmos wywołały we mnie ogromne pragnienie odbycia takiej podróży.

Większość głównych bohaterów całkiem polubiłam, choć nie było wśród nich kogoś, kto jakoś szczególnie by mnie do siebie przekonał. Nie chciałabym jednak oceniać tych "złych" postaci, ponieważ wszystkim rządził strach przez nieznaną, śmiertelną chorobą i dlatego dokonywali takich, a nie innych wyborów. Jestem jedynie po wrażeniem siły miłości pomiędzy Emmą a Jackiem, która wygrała z rozłąką i zniszczonymi marzeniami, a oni byli w stanie skoczyć dla siebie w ogień. Ta historia również kilkoro z nich niesamowicie zmieniła. Gordon Obie odpowiadający za całą misję przestał skrywać i tłamsić swoje emocje pod maską, przez co bardziej zbliżył się do swoich podwładnych. Sama Emma stała się bardziej bojaźliwa. I przede wszystkim szkoda mi bezsensownej śmierci Luthera.

Grawitacja to trudna i wymagająca książka, a jednocześnie niezbyt wyróżniająca się z tłumu innych o epidemiach, co można jej w sumie wybaczyć, ponieważ wydana została przed niemal dwudziestu laty (uwierzycie, że miałam wtedy dwa latka?). Przeczytałam ją w stosunkowo krótkim czasie i zostawiła mi kilka tematów do rozmyśleń, szczególnie zakończenie. Na pewno polecam ją przyszłym i obecny młodym lekarzom, bo autorka jak zawsze wykazuje się świetnym researchem, co na pewno was zadowoli, a może i przygotuje na jakieś nieoczekiwane sytuacje w pracy zawodowej. Innych zainteresowanych również zachęcam do lektury. 
                                              
Autor: Gerritsen Tess
Przekład: Szulc Andrzej
Tytuł polski: Grawitacja
Tytuł oryginalny: Gravity
Seria: -
Wydawnictwo: Albatros
Wydanie polskie: 2000
Wydanie oryginalne: 1999
Liczba stron: 380
Cena okładkowa:-
Moja ocena: 7/10



.fanpage instagram twitter lubimy czytać

poniedziałek, 4 września 2017

Biblioteczny Bookhaul #8


Jeden ze swoich wolnych dni wykorzystałam na odwiedzenie biblioteki, po dwóch miesiącach nieobecności tam. Co prawda po raz kolejny nie przeczytałam wszystkich książek, które miałam wypożyczone, ale przynajmniej suma oddanych, równa się sumie wypożyczonych, a przede wszystkim większość, które wzięłam nie były jakimś bardzo spontanicznym wyborem. Mam pewność, że w jakimś stopniu mi się spodobają.

Zaczynając od dołu, mam dwie książki Andrzeja Pilipiuka, który ostatnio przełamał moją niemoc czytelniczą po rozczarowującym lipcu. Zabrałam ze sobą drugi tom Kuzynek Kruszewskich, czyli Księżniczkę oraz pierwszy tom serii Drogi do Nidoras, czyli Oko Jelenia i okropnie nie mogę się doczekać lektury obu. Następnie mój długo wyczekiwany piąty tom serii o Jane Rizzoli i Maurze Isles, czyli Autopsja Tess Gerritsen. Mam nadzieję, że była warta tego oczekiwania! Dalej wybrałam Nieznane Lata T.A. Barron, czyli pierwszy tom przygód Merlina (tak, tego Merlina od króla Artura), ponieważ polecił mi to pewien bardzo sympatyczny pan spotkany w pociągu z Warszawy, po tym jak zobaczył, że zaczytuję się we Flanaganie. No i na koniec jedyna książka, której wcześnie nawet nie miałam w planach przeczytać, czyli Smoki Upadłego Słońca Margaret Weis i Tracy Hickman, którą wzięłam tylko dlatego, że jest o smokach, a nie miałam pomysłu, co innego wziąć.

Czytaliście którąś z tych książek? Jak wam się podobały? A może jesteście ciekawi, co ja sądzę o nich i chcecie, żebym którąś przeczytała w pierwszej kolejności? Co wy ostatnio wypożyczyliście z biblioteki? I najważniejsze pytanie: Podoba wam się taka wersja bookhauli, czy może wolicie te stare, gdzie wszystko wypunktowuje?

sobota, 2 września 2017

Bookhaul - sierpień 2017


W sierpniu przyszło do mnie dwa razy więcej książek niż w lipcu, z czego bardzo się cieszę i będę cieszyć, póki przestanie mi braknąć miejsca na półkach. Kilka z nich kupiłam sobie sama, ale jednak większość otrzymałam od wydawnictw i zaledwie jedną przeczytałam, ale mam nadzieję, że we wrześniu się to zmieni, bo to mój ostatni miesiąc spokoju i potem znowu będę zawalona nauką. Na szczęście tym razem nauką, która mnie interesuje, czyli studiami, ale was to pewnie nie, bo duża część z was ma tak samo, więc przechodzę szybko do głównych gwiazd tego postu, czyli książek. A oto one (od góry):


  • Wszystko jest względne Stephena Kinga, wyłapane na biedronkowej promocji za 9,99 zł,
  • Lśnienie Stephena Kinga, jw.,
  • Kroniki Atopii Mathew Mattera, prezent na rozpoczęcie współpracy z Czwartą Stroną, bardzo udany, ponieważ od dawna chciałam przeczytać tę książkę,
  • Podróżniczka Arwen Elys Dayton, czyli drugi tom Poszukiwaczki od Grupy Wydawniczej Foksal, nie mogę się doczekać lektury, ponieważ kilka wątków z pierwszego tomu bardzo mnie zainteresowało,
  • Szamanka od Umarlaków Martyny Raduchowskiej, od Grupy Wydawniczej Foksal, tej również niezmiernie nie mogę się doczekać, bo na okładce znajduje się blurb od Marty Kisiel, a poza tym okładka jest przepiękna i wydaje mi się, że historia będzie niesamowicie zabawna!,
  • Ocalona Alexandry Duncan, od Grupy Wydawniczej Foksal, ze względu na to, że ostatnio mam niesamowitą ochotę na sci-fi i trafiam na same dobre lektury, ale po niej cudów się nie spodziewam, 
  • Zaklinacz Ognia Cindy Williams Chimy, od Wydawnictwa Otwarte i jak większość osób na nią narzeka, tak ja powiem, że byłam okej. Nawet całkiem polubiłam Adriana i czekam na rozwinięcie wątku ze smokiem, recenzja,
  • I na sam koniec moja największa perełka, czyli genialne wydanie publikacji E-marketing. Współczesne Trendy. Pakiet Startowy, wydawnictwa PWN, które kupiłam z nadzieją, że to dobra pozycja, a co za tym idzie przyda mi się na studiach i w przyszłości zawodowej.
Czytaliście którąś z tych książek? Jak wam się podobały? A może jesteście ciekawi mojej opinii i chcecie mnie pogodzić, żebym szybciej się za to zabrała? Co do was przyszło w tym miesiącu? Opowiadajcie! :)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Podsumowanie sierpnia

Po niesamowicie nieudanym lipcu przychodzi czas na całkiem spokojny i obfitujący w ciekawe lektury sierpień. Spędziłam go przede wszystkim w pracy oraz na czytaniu książek czy spotkaniach ze znajomymi, a na blogu pojawiało się najwięcej recenzji, które od dosyć długiego czasu czekały na opublikowanie. Tym samym skończył mi się zapas zebrany przed klasą maturalną, a właśnie zaczęłam dość sporą książkę, czyli Królową Cieni Sarah J. Maas, więc pewnie zajmie mi to trochę czasu i w najbliższym czasie raczej będę was raczyć postami okołoksiążkowymi lub czymś niezwiązanym z literaturą, a mam kilka pomysłów (kto się cieszy?). Przeczytałam 9 książek, co jest naprawdę świetnym wynikiem zwłaszcza, że ze wszystkich jestem mniej lub bardziej zadowolona. Niestety mądra ja, zapomniałam zrobić zdjęcie wszystkich przed wizytą w bibliotece, a co za tym idzie na zdjęciu widzicie tylko te, które posiadam na własność w wersji papierowej. Niemniej to był bardzo udany okres.

Przeczytane: 9

Pilipiuk Andrzej Kuzynki 8/10
Bonk Krzysztof Genesis 7/10
Dayton Arwen Elys Poszukiwaczka 6/10
Bonk Krzysztof Apokalipsa 7/10
Gerritsen Tess Grawitacja
Chima Cinda Williams Zaklinacz Ognia 6/10
Bonk Krzysztof Genesis II 7/10
Urbanowicz Artur Gałęziste 7/10
Clarke Susanna Jonathan Strange i pan Norrel. Tom 1. 7/10

Najlepsza książka:

Pilipiuk Andrzej Kuzynki

Najgorsza książka:

Dayton Arwen Elys Poszukiwaczka/ Chima Cinda Williams Zaklinacz Ognia

Tymczasem na blogu:

Wyświetleń: 80 643
Obserwatorów: 173
Polubień fanpage'a: 96
Obserwatorów instagrama: 356

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...