czwartek, 27 lipca 2017

"Dusza Cesarza" Brandona Sandersona

okładka, dusza cesarza, elantris, brandon sandersonAutor: Sanderson Brandon
Przekład: Studniarek Anna
Tytuł polski: Dusza Cesarza
Tytuł oryginalny: The Emperor's Soul
Seria: Elantris #1,5
Wydawnictwo: MAG
Wydanie polskie: 2016
Wydanie oryginalne: 2012
Liczba stron: 108
Moja ocena: 8/10

Mimo że większość książek Brandona Sandersona jest sporych gabarytów, jego twórczość niesamowicie kusi wszystkich fanów literatury fantastycznej. Sama w ostatnim czasie uwielbiam wieczorem usiąść z porządnym tomiszczem high fantasy i herbatką, choć coraz częściej jestem pozbawiana tego przywileju, ale miałam potężne wątpliwości. Zewsząd otaczały mnie same zachwyty, przez co włączało mi się czerwone światełko w głowie. Czy na pewno Sanderson jest wart czasu, który mu przeznaczę? Z pomocą przyszło mi odkrycie istnienia tej krótkiej nowelki ze świat Elantris, po której muszę przyznać, że chyba już wiem, w jaki sposób ten człowiek skradł sobie serce tych wszystkich moli książkowych.

Shai uprawia magię, która uznawana jest za największą zbrodnię w jej świecie, Fałszerstwo. Potrafi z najdrobniejszym detalem, centymetr po centymetrze odtworzyć najpiękniejsze dzieła sztuki, jakie widziało ludzkie oko, przez co trafia do więzienia, gdzie spokojnie oczekuje na egzekucje. Los jednak przynosi jej drugą szansę i w zamian za odtworzenie duszy cesarza ma odzyskać wolność. Sama nie jest jednak pewna, czy to podoła temu zadaniu.

Dusza cesarza jest tak cieniutka, że cały czas trudno mi uwierzyć w fakt, że zawiera tak niesamowitą i bogatą historię. Na zaledwie stu stronach Sanderson nie tylko opowiedział zmagania Shai z tym, aby odzyskać wolność, ale również przedstawił nam dość duży kawałek jej świata oraz wyjaśnił prawa rządzące tamtejszą magią. Wydaje się to jeszcze bardziej niewiarygodne ze względu na fakt, że główna bohaterka przez większość czasu siedziała zamknięta w komnacie, którą przeznaczono na jej pracownie. Sama akcja na początku nie jest jakoś bardzo porywająca i szybka, ale wszystko nadrabia wbijająca w fotel końcówka, dzięki której całość staje się spójną, przemyślaną opowieścią, w której nie idzie się nie zakochać.

Największym smaczkiem fabuły są bohaterowie, którzy niesamowicie przypadli mi do gustu. W szczególności zbuntowana Shai, która najlepiej czuje się we własnym towarzystwie. Jest niesamowicie pewna swego oraz swoich umiejętności, a przede wszystkim byle trudności nie powstrzymają jej przed tym, czego pragnie. Nie poda się, póki nie spróbuje. Następnie cesarski doradca Gaotona - człowiek niesamowicie inteligenty, mądry i ciekawy świata. Pomimo swoich uprzedzeń próbował zrozumieć przekonania dziewczyny o pięknie Fałszerstwa. I na sam koniec cesarz Ashravan, o którym niestety nie mogę zbyt dużo powiedzieć, bo byłby to okropny spojler.

Pomimo swojej niewielkiej objętości Dusza Cesarza to niesamowicie bogata i piękna historia o tym, że czasami warto spojrzeć wstecz. Przeanalizować swoje życie. Zastanowić się nad tym, czy to co zrobiliśmy na pewno jest tym, co chcieliśmy zrobić, a każda chwila jest dobra na zmianę. Oczywiście przekonała mnie też do kontynuowania przygody z dorobkiem pisarskim Brandona Sandersona, nawet tymi najdłuższymi historiami. ;)

wtorek, 25 lipca 2017

"Wilcza Godzina" Andriusa Tapinasa

Autor: Tapinas Andrius
Przekład: Candravicius Laurynas
Tytuł polski: Wilcza Godzina
Tytuł oryginalny: Viiko valanda
Seria: Akmens ir Garo miestai #1
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Wydanie polskie: 2017
Wydanie oryginalne: 2013
Liczba stron: 465
Moja ocena: 7/10

Niesamowicie stęskniłam się za steampunkowymi klimatami, dlatego ani chwili nie zastanawiałam się nad sięgnięciem po Wilczą Godzinę. Dodatkowo jest to nie lada smakołyk w związku z moim wyzwaniem - moja pierwsza litewska książka. Byłam niesamowicie ciekawa i w stu procentach pewna, że musi się spodobać. Ostatecznie całe moje podekscytowanie nie poszło na marne, ponieważ powieść Andriusa Tapinasa jest po prostu świetnie obmyślana i skonstruowana.

Wielkimi krokami zbliża się doroczny Szczyt organizowany przez wolne miasta aliansu, w tym roku zaszczyt ich przeprowadzenia dostał się Wilnu. W mieście zaczynają zbierać się naukowcy, turyści oraz włodarze europejskich imperiów. Nie jest to zbyt dobry czas na odnalezienie zwłok nieznanego mężczyzny, który miał przy sobie szkice śmiertelnie niebezpiecznej i jednocześnie niemożliwej do stworzenia maszyny. Do rozwiązania tej zagadki przystąpi legat wileński, Antoni Srebro.

Autorowi w niesamowity sposób udało się stworzyć klimat dwudziestwowiecznego Wilna i innych wolnych miast, po uszy zanurzonych w alchemicznych wynalazkach. Automatony, pociągi, fabryki i przede wszystkim sterowce są tam na porządku dziennym, a mimo to naukowcy wciąż szukają  nowych rozwiązań, maszyn oraz ulepszają stare. Istnieją organizacje uważane za niepotrzebnych szarlatanów, a kościół pcha się w codzienne życie obywateli. Poza tym książka ma wiele bardzo interesujących wątków, które w pewnym momencie zaczynają się zazębiać, dzięki czemu dochodzi świadomość, że nic tutaj nie działo się bez przyczyny. Sama zagadka kryminalna ściśle wiąże się ze wszystkim, a przede wszystkim z tytułem i nie była dla mnie jakoś szczególnie zaskakująca. Od początku podejrzewałam kto, a raczej co, dokonało morderstwa i tylko czekałam aż moje przypuszczenia się potwierdzą. Zdecydowanie bardziej byłam zaciekawiona innymi wątkami, a w szczególności historiami bohaterów.

Najbardziej ze wszystkich polubiłam legata Antoniego Srebro - oddanego, inteligentnego i porywczego detektywa. Szczególnie podobał mi się subtelny wątek miłosny pomiędzy nim Małgorzatą, prowadzącą sierociniec na Biedach - oraz Edwarda O'Braitisa - młodego, brytyjskiego kadeta, z pochodzenia Litwina. Chłopak był niezwykle odważny, ambitny, zdolny i inteligenty. Poza tym z postaci drugoplanowych bardzo przypadł mi do gustu mały Salomon Klein, zaradny dziecka, który pomimo młodego wieku umiał sobie w życiu poradzić. Mam jeszcze nadzieję, że w dalszej części zostanie rozwinięta postać Nikodema Twardowskiego, ponieważ jak dla mnie miał w sobie zbyt mało werwy. Ogromnie poruszała i zaskoczyła mnie historia Miły, o której niestety nie mogą wam zbyt wiele powiedzieć. Jej charakter nie był zbyt interesujący, ale przeszłość to zupełnie inna bajka.

Ani trochę nie zawiodłam się na Wilczej Godzinie. Była to niesamowicie wciągająca i zaskakująca, wielowątkowa lektura w klimacie steampunkowym. Andrius Tapinas stworzył kilka bardzo ciekawych postaci, a także opowiedział ich niezwykłe historie. Poza tym wszystkie wydarzenia mają ze sobą ścisły związek. Poznajemy Wilno oczami nie tylko głównych postaci, ale również osób u władzy czy tych z najniższych warstw społecznych. Jednym słowem ta książka to istny rollecoaster emocji, który serdecznie wam polecam!


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

niedziela, 23 lipca 2017

"Maybe Someday" Colleen Hoover

okładka, maybe someday, colleen hooverAutor: Hoover Colleen
Przekład: Grzegorzewski Piotr
Tytuł polski: Maybe Someday
Tytuł oryginalny: Maybe Someday
Seria: Maybe #1
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie polskie: 2015
Wydanie oryginalne: 2015
Liczba stron: 488 (ebook)
Moja ocena: 6/10

Literatura młodzieżowa, zwłaszcza ta współczesna, przestała odgrywać w moim życiu jakąś znaczną rolę. Widać to pewnie po większej ilości recenzji książek poważniejszych, skierowanych do starszego odbiorcy. Przestałam się wreszcie oszukiwać, że wciąż jestem pełną pasji i ambicji nastolatką, a powoli staje się dorosłą kobietą, która powinna zacząć w dużo poważniejszej perspektywie patrzeć na swoją przyszłość i wreszcie je ułożyć. Jednak dorosłe życie oraz ostatnia klasa szkoły średniej niesamowicie mocno absorbują uwagę. Często do tego stopnia, że gdy wracam wieczorem do domu nie mam już siły myśleć, a chciałabym przeczytać chociaż kilka stron. Wtedy właśnie z pomocą przychodzą mi książki z nurtu young adult, które bawią, ale niekiedy pomiędzy wierszami ukryty jest jakiś bardzo istotny dla młodego pokolenia przekaz moralny.

W dniu dwudziestych drugich urodzin Sidney traci chłopaka, przyjaciółkę i dach nad głową, a co gorsza kompletnie nie ma gdzie się podziać, ponieważ nie chce wysłuchiwać narzekań rodziców na jej złe wybory. Z odsieczą przychodzi Ridge - chłopak, dla którego od pewnego czasu dziewczyna co wieczór, o tej samej porze wychodziła na balkon i słuchała, jak gra na gitarze, a potem pomogła mu napisać tekst do jego melodii. Zamieszkuje u niego, ale czy to sprowadzi ich historię na odpowiednie tory?

Hopeless czytałam już kilka lat temu i zrozumiałam, że ta książka nie jest jakoś szczególnie wspaniała. Jest po prostu dobra oraz odpowiednia dla nastolatek, ale też jednocześnie niesamowicie naiwna, schematyczna. Po prostu będę wspominać ją z sentymentem, ponieważ podobała mi się na pewnym etapie życia. Tego samego lub nawet czegoś gorszego oczekiwałam po Maybe Someday, a tymczasem w pewnych momentach miło się zaskakiwałam. Oczywiście sama historia wciąż nie jest jakimś arcydziełem literackim, tylko typowym romansem, ale młodą osobę może jednocześnie zabawić i nauczyć czegoś bardzo ważnego. Bohaterowie poznają się przez przypadek. Od razu zaczyna między nimi iskrzyć, ale wpierw trzeba pokonać przeszkody stojące na drodze do ich wspólnego szczęścia, a tych w sumie nie ma tak wiele tylko są po prostu trudne do przebycia - inne związki, niepełnosprawność, problemy z komunikacją. Na szczęście mają przy sobie przyjaciół, choć nie wszyscy są warci ich zaufania. Bardzo podobało mi się przedstawienie w tej książce różnic między stosunkami ludzi do nieuleczalnie chorych osób, a przede wszystkim fakt, że niekiedy nawet wiadomość o ich ułomności nie zmieni relacji z nią, a wręcz popchnie do prób zrozumienia w jaki sposób ona patrzy na świat. Niesamowicie zawiodła mnie zaś zakończenie. Było zbyt cukierkowe i niezbyt adekwatne do tytułu. Gdyby wyciąć z książki dwa ostatnie rozdziały pasowałoby zdecydowanie bardziej.

Zawiodłam się również na bohaterach. Momentami zachowywali się, jak rozwydrzone dzieciaki z bogatych domów, a niekiedy aż nazbyt dojrzale, jak na swój wiek. Szczególnie Sidney, która na każdym kroku podkreślała, że ma dwadzieścia dwa lata i, jak okropny jest to wiek, bo wydarzyło się tak wiele złego w dniu tych urodzin. Ani trochę nie śmieszyły mnie figle płatne sobie nawzajem przez współlokatorów mieszkania Ridge'a, ani nie pociągał mnie toksyczny związek Bridgette i Warrena. Wszystko to było niezbyt adekwatne do ich wieku. Rozumiem imprezy i hurtowe ilości alkoholu, ale jajka sadzone z płynem do naczyń w formie żartu?

Fabuła Maybe Someday ma niesamowity potencjał i w pewnych momentach naprawdę świetnie to wychodziło, jednak niekiedy wszystko psuła naiwność oraz niedojrzałe zachowania bohaterów. Niemniej niesie za sobą wspaniały przekaz, jak powinno traktować osoby niepełnosprawne, a muzyka w tle nadaje jej niesamowitej magii. Myślę, że powinna podobać się osobom w wieku 15-16 latu, choć oczywiście starsi miłośnicy romansów również znajdą w niej coś dla siebie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...